poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 8

Obudziłam się. Leżałam w moim łóżku. Słońce przedzierało się przez małą szparkę między zasłonami. Świeciło mi prosto w oczy. Niechętnie podniosłam się do pozycji siedzącej. Popatrzyłam na zegar, który wisiał na ścianie. 9:24. Tak wcześnie? Mimo że zasnęłam wczoraj dość późno, wstałam szybko. Wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Po porannej toalecie zeszłam na dół. Chciałam sprawdzić czy Harry jeszcze śpi. W kuchni go nie było. Poszłam do salonu. Tutaj też go nie ma. Rozejrzałam się po parterze ale go nie znalazłam. Wróciłam na górę aby kontynuować swoje poszukiwania. Weszłam do pokoju Harry'ego. Nagle usłyszałam lecącą wodę. Skierowałam się do jednej z łazienek. Pusto. Spróbowałam w drugiej. Nic. Podeszłam do trzeciej. Teraz wodę było słychać wyraźniej. Brał prysznic. Tak, jak myślałam. Woda ucichła. Odwróciłam się i chciałam pójść się ubrać ale ktoś mnie zatrzymał. Złapał mnie za łokieć i obrócił w jego stronę. Stał tam. Woda kapała z jego włosów. Od pasa do kolan był owinięty ręcznikiem. Nie miał nic innego na sobie. Nie wiedziałam co zrobić. Stałam i gapiłam się na jego tatuaże. Miał je wszędzie! Wcześniej widziałam że ma kilka na rękach i na klatce piersiowej ale nie wiedziałam że aż tyle! Na brzuchu, na stopach, wszędzie!
- Hej. - jego głos wybudził mnie z zagapienia. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę że gapię się na jego ciało jakbym zobaczyła ducha.
- Hej. - odpowiedziałam.
Popatrzyłam się na jego twarz. Uśmiechał się zadowolony.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytał dalej się uśmiechając. Co miałam mu powiedzieć? "Jestem przerażona ilością twoich tatuaży"?
- T...twoje tatuaże...
- Co z nimi?
- Dużo ich masz.
- Podobają Ci się?
Miał różne. Na brzuchu motyl, dwie jaskółki nad klatką piersiową, jakiś napis na podbrzuszu...
- Są interesujące. - odpowiedziałam niepewnie. - Masz zamiar zrobić jeszcze więcej?
- Nie wiem. Chciałabyś żebym to zrobił?
- Nie.
- To nie.


***


- Głodna? - zapytał Harry gdy skończył się film. Oglądaliśmy film "Super tata" z Adam'em Sandler'em. Okazało się że obydwoje lubimy tego aktora.
- Trochę.
- Świetnie. Idź się ubierz.
- Po co?
- Idziemy coś zjeść.
- Gdzie?
- Idź.
Nie możemy zamówić po prostu pizzę? Nie chce mi się nigdzie iść.
Ubrałam się i zeszłam na dół. Usłyszałam Harry'ego. Rozmawiał przez telefon a raczej się kłócił.
- Słuchaj, nie mam ochoty z tobą rozmawiać. - z kim on rozmawiał? -
Nie rozśmieszaj mnie. - co? - Ona nigdy nie będzie twoja! - kto? - Hah, na prawdę tak myślisz? Nie chce z tobą gadać. - rozłączył się.
Weszłam do salonu gdzie stał Harry i robił coś na swoim telefonie. Stał tyłem do mnie. Podeszłam bliżej.
- Harry? - odwrócił się w moją stronę. - Co się stało?
- Nic. Możemy iść?
- Z kim rozmawiałeś?
- Przestań!
- Przestane jak mi odpowiesz.
- Elena! Proszę Cię, po prostu przestań. - był zdenerwowany. Mówił przez zaciśnięte zęby. Schował telefon do kieszeni. - Chodź. - złapał mnie za rękę i wyprowadził z domu. Zamknął go na klucz i skierował się w stronę samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i zamknął je za mnie. Gdy siedział już na swoim miejscu chwycił się kierownicy. Mocno zacisnął swoje pięści na niej. Zamknął oczy. Wziął głęboki wdech i wydech. Położyłam swoją rękę na jego kolanie.
- Wszystko w porządku. - zapytałam.
Otworzył oczy. Położył swoją prawą rękę na moją i spojrzał na mnie.
- Tak. Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Jest ok.
Nic nie powiedział. Uśmiechnął się.

W drodze do nie wiadomo dokąd nie rozmawialiśmy. Tylko cicho grające radio przeszkadzało ciszy. Harry co chwilę na mnie zerkał. Jechaliśmy jakieś dziesięć minut.
Chłopak zatrzymał się na parkingu przed Pizza Hut. Wysiadł z auta i szybko go obszedł. Gdy właśnie chciałam otworzyć drzwi on zrobił to za mnie. Wysiadłam potykając się o własne nogi. Gdyby nie Harry, który mnie złapał, leżałabym na ziemi. Czasami jest ze mnie niezdara...
- Dziękuję.
- Już nigdy nie pozwolę Ci wysiąść samej z samochodu. Zablokuję Ci drzwi i nie wyjdziesz dopóki Ci ich nie otworzę.
- Żartujesz chyba?
- Nie żartuję. - uśmiechnął się szeroko.
Zamknął auto, chwycił mnie za rękę i zaprowadził do pizzerii. Gdy weszliśmy poczułam piękny zapach pizzy, który otulał cały budynek. Dużo ludzi tam było. Przy jednym długim stole cała rodzina świętowała czyjeś urodziny. Bynajmniej tak to wyglądało i tak mi się wydawało. Weszliśmy głębiej. Na samym końcu sali zobaczyłam trzech chłopaków, których już wcześniej udało mi się poznać. Siedzieli przy dużym okrągłym stole. Podeszliśmy do nich.
- Hej! - rzucili chórkiem na co ja zachichotałam.
- Cześć. - powiedziałam siadając obok Niall'a. Harry usiadł obok mnie.
- Co tam u Ciebie? - zapytał mnie Liam uśmiechając się przyjaźnie.
- Ok a u was? - spytałam tą trójkę.
- Świetnie! - powiedział Niall dokładnie skanując menu.
- Spoko. Głodny jestem. Co zamawiamy? - zapytał Lou.
Nie wiedziałam że jest takim głodomorem.
Zamówiliśmy dwie pizze XXL dla naszej piątki. Cały czas śmialiśmy się, wygłupialiśmy, rozmawialiśmy... Było świetnie! Atmosfera też była bardzo przyjemna. Fajnie spędzało mi się z nimi czas ale brakowało mi jeszcze czegoś, a raczej kogoś... Zayn! Czemu go nie było? Nie miał czasu żeby przyjść? A może nie miał ochoty się ze mną spotkać? Nie wiem ale wydawało mi się to dziwne.
- Chłopaki, gdzie jest Zayn?
- Emm, Zayn... Zayn nie ma czasu. - wytłumaczył Louis. To nie prawda. Lou sobie to teraz wymyślił. Po co?
- Ok, ktoś ma inne wymówki?
- To nie jest wymówka! On po prostu nie ma dzisiaj czasu. - próbował mnie przekonać Liam.
- Tak? To co robi takiego ważnego że nie ma czasu? Hm?
- Noo... Emm... - ups! Nie udało się Niall, prawda?
- To powie mi ktoś wreszcie co jest powodem nieobecności Zayn'a?
- To jest nieważne.
- Lou, dla mnie jest to ważne.
- Elena, przestań. Widocznie nie ma ochoty się z nami widzieć. Po co ciągniesz ten temat? Skończ. - wtrącił się Harry wkurzony. Co ja zrobiłam złego? Nie mogę wiedzieć dlaczego są tu tylko 4/5 ich "paczki"?
- Dobra. Nie to nie... - i tak się dowiem.
Siedzieliśmy tam jeszcze jakieś pół godziny. Atmosfera się bardzo zmieniła. Harry cały czas siedział wkurzony nie wiem na co lub na kogo, Liam i Louis próbowali poprawić wszystkim humor, Niall pisał sms'y a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić więc tylko tam siedziałam. A było tak fajnie...

Gdy Harry zatrzymał się pod domem chciałam jak najszybciej wysiąść z auta. Próbowałam otworzyć drzwi ale były zablokowane. Popatrzyłam na chłopaka wciąż siedzącego obok mnie. On się tylko uśmiechał. Wysiadł i otworzył mi drzwi. Podał mi rękę. Złapałam ją i wysiadłam nie przewracając się. Nie odzywaliśmy się do siebie. Nie wiem z jakiego powodu. Weszliśmy do domu. Poszłam do swojego pokoju aby się przebrać. Włączyłam laptopa żeby zobaczyć czy dostałam E-Mail od Tom'a. Miał mi wysłać zdjęcia jego zespołu i kilka koncertów. Nic nie dostałam. Wyłączyłam go. Nagły dzwięk sms'a wystraszył mnie.



O! To Zayn. Od razu mu odpisałam.



Kolejny sms.




Zastanawiałam się dlaczego? Chłopaki mówili że nie miał czasu ale jakoś w to nie wierzyłam. Nie chciałam jednak rozpocząć kłótnie więc postanowiłam już nie wypytywać go o to, dlaczego go nie było.






Cieszę się.







Nie miałam zamiaru iść spać ale nie chciałam też pisać z Zayn'em. Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się że cała piątka coś przede mną ukrywa. Bardzo bym chciała wiedzieć co?




___________________________________________________________



No i jest. :)
Jak widzicie postanowiłam zrobić coś nowego na blogu... Będę dodawać sms'y w takiej postaci, jaka jest w rozdziale na górze. Mam nadzieję że jakoś to wygląda?
Będę się starała dodawać rozdziały co tydzień, ponieważ nie mam zbytnio czasu. (Od piątku do poniedziałku co tydzień powinien znaleźć się nowy rozdział na blogu. Jeżeli jednak się nie pojawi, dodam go trochę później.) Przepraszam ale szkoła się zaczęła i już nie jest tak wesoło... Mam nadzieję że wiecie o czym mówię? Nauka. Spędzam też dużo czasu ze znajomymi co również zżera czas.

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:


Jeżeli chcecie się skontaktować ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com




CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Dziękuję ♥

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 7

*z perspektywy Zayn'a*



Dlaczego? Zrobiłem coś źle? Może to przez tą kłótnie z Harry'm? Może to przez Harry'ego? Albo po prostu jest za bardzo obciążona tym wszystkim. Domyślam się że jest jej ciężko. Nie powinienem się wtrącać w jej życie. To wszystko dzieje się za szybko. Dam jej odpocząć. Co będzie potem? Nie wiem. Zostaniemy przyjaciółmi. Oczywiście jak ona tego będzie chciała. Myślę, że ten związek i tak by nie przetrwał za długo. To nawet nie był związek. Nie wiem co mi przyszło do głowy. Tylko jej bardziej skomplikowałem i tak już skomplikowane życie. Gratulacje, Zayn.


*z perspektywy Eleny*


Dni mijały jak godziny. Godziny mijały jak minuty. Minuty mijały jak sekundy. Moje życie straciło sens w mgnieniu oka. Codziennie działo się to samo. Monotonia non stop. To tak jak w szkole: musisz przeczekać całe czterdzieści pięć minut tylko po to żeby mieć tą upragnioną pięciominutową przerwę. Różnicą między życiem moim a szkołą jest przerwa, której nie doczekam się nigdy. Bynajmniej tak mi się wydaje.
Raz na czas mój ojciec postanawia do mnie zadzwonić i zapytać co tam u mnie. Ja za każdym razem odpowiadam że jest dobrze. Mój brat dzwoni częściej. Nie pyta się mnie co u mnie, bo wie, że dobrze nie jest. Opowiada mi o tym, jaką on to robi wielką karierę. Gemma też ma się dobrze. Z Anne rozmawiam rzadko. Czasami odwiedzam Olivię i jej babcię. Rozmawiamy. To jest czynność, której nie mogę robić we własnym domu. Rozmowa jest mi obca. Poza domem spotykam się z nią bardzo rzadko. Od jakiegoś czasu nie potrafię przeprowadzać normalnej konwersacji. Od jakiegoś czasu nie potrafię normalnie żyć.


- Wróciłam! - krzyknęłam wchodząc do domu.
- Elena! Nic Ci nie jest?! - co?
- Gdzie byłaś? Wiesz, która jest godzina?
- Harry, ty się dobrze czujesz? Zachowujesz się jak nasi rodzice.
- Jest przed północą. Gdzie ty tak długo byłaś?
- Chodziłam po mieście.
- Po mieście? O tej godzinie? Dlaczego nie odbierałaś telefonu?
-  Wyładował mi się. A poza tym to się opanuj! Jestem pełnoletnia. Mogę robić co chcę!
- Bałem się o Ciebie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Bał się o mnie? Dlaczego? Ma mnie w dupie przez cały czas i nagle zaczął się o mnie bać?
- Jasne... - zdjęłam z siebie kurtkę i odeszłam od niego.
- Co jasne? - szedł za mną.
- Myślisz że Ci uwierzę w te twoje bajki?
- W jakie bajki? O co Ci chodzi? - gwałtownie odwróciłam się w jego stronę.
- Cały czas masz mnie w dupie i nagle zacząłeś się mną interesować. Tylko dlatego że nie było mnie pół dnia w domu?
- Nie mam Ciebie w dupie. To ty mnie ignorujesz. Nie rozmawiasz ze mną. Udajesz że mnie nie ma. Wiesz, to nie jest miłe uczucie być cały czas odtrącany przez kogoś za niewinność.
Co? Co on powiedział? Ja chyba mam coś ze słuchem!
- Za niewinność? Ty myślisz że jesteś niewinny? To ty mnie cały czas ranisz.
- Przepraszam jeżeli Cię ranię. Nie wiedziałem że gdy jesteś w mojej obecności czujesz się zraniona.
- Nie czuję się zraniona w twojej obecności. To twoja obecność mnie rani.
Harry nic nie odpowiedział. Stał i patrzył się na mnie. Zaczął się zbliżać. Był coraz bliżej mnie. Dwa metry, jeden metr, pięćdziesiąt centymetrów, pięć centymetrów, dwa centymetry, zero. Poczułam jego usta na moich. Opierałam się o ścianę plecami. Chłopak oplótł swoje dłonie wokół mojej talii. Moje ręce znajdowały się w okolicach jego obojczyków. Powoli traciłam powietrze. Odsunął się ode mnie minimalnie. Spojrzał szybko w moje oczy. Oparł swoje czoło o moje. Oddychaliśmy szybko. Powietrze było tak cenne. Nie mogłam się nasycić tlenem.
- Harry... - szpnęłam.
- Ciii. nic nie mów. - powiedział.
Wziął mnie na ręce i zaprowadził do salonu. Położył mnie na kanapie. Włączając telewizor usiadł obok mnie.
- Kiedy Harry poznał Sally? Oglądałam to już tysiąc razy.
- Ja też ale mogę go obejrzeć tysiąc jeden razy a nawet więcej.
Usiadłam. Harry przerzucił jedną rękę za moją głowę. Wtuliłam się w niego. On objął mnie swoimi ramionami. Siedzieliśmy i oglądaliśmy film aż odpłynęłam w błogi sen.





_______________________________________________________

Przepraszam ale nie mam zbytnio czasu by poświęcić go na pisanie dłuższych rozdziałów. Szkoła, problemy prywatne... Przepraszam.

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu: 

Jeśli chcecie skontaktować się ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com



CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Dziękuję ♥

piątek, 23 sierpnia 2013

Informacja

 Następny rozdział pojawi się w roku szkolnym ponieważ nie miałam dostępu do blogger'a przez dłuższy czas i nie będę go miała do końca wakacji.
Przepraszam że was nie poinformowałam ale nie miałam możliwości.
PRZEPRASZAM jeszcze raz.
Jest mi z tego powodu bardzo przykro!
Kocham was. Przepraszam! ♥

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 6

Dzisiaj rano wszyscy wyjechali. Nagle w domu zrobiło się tak pusto. Tata pojechał do Holmes Chapel ułożyć sobie życie. Tom poleciał do USA z jego znajomymi bo chce zacząć karierę muzyczną. Gemma pojechała do Manchester kontynuować studia. Harry poszedł na zakupy. Ja jestem umówiona z Olivią i też zaraz wychodzę.  Świetnie. Po prostu życie marzeń.

- Hej! - krzyknęła Olivia.
- Cześć! - przytuliłyśmy się na przywitanie.
Siedziałyśmy w jakiejś kawiarni niedaleko mojego domu.
- No opowiadaj. Jak tam?
- Źle.
- Dlaczego? Coś się stało?
- To długa historia.
- Ja mam czas. No dalej bo mnie ciekawość zżera!
Opowiedziałam jej wszystko od początku. Jak to się wszystko zaczęło. Zaczynając od tego jak wpadłam na Harry'ego na ulicy, kończąc na dzisiejszym dniem.
Olivia była bardzo zdziwiona. Nie wiedziała co powiedzieć a jej mina była przekomiczna. Wydusiła z siebie tylko trzy słowa. (Jeżeli "o" się liczy jako słowo.)
- O mój boże...
- Wiem.
- Ale te sny... Śnią Ci się jeszcze?
- Wiesz, od jakiegoś czasu już nie. Mam nadzieję że nie powrócą.
- A kto był tym mordercą?
- Luke. - Olivia w jednym momencie zbladła.
- A bohaterem?
Na to pytanie wolałam nie odpowiadać ale stwierdziłam, że nie ma sensu kłamać. I tak już za dużo powiedziałam.
- Harry. - teraz dziewczyna była przeźroczysta.
- Dziwne... - kuzynka była trochę zmieszana. - Super że teraz mieszkacie sami! - uśmiechnęła się.
- Co? Nie, to nie jest super. Ani trochę! To jest okropne!
- Dlaczego? Możecie teraz porozmawiać spokojnie. Wyjaśnić sobie wszystko. Nikt wam nie będzie przeszkadzał. - przydała by się rozmowa. - Może coś z tego wyjdzie. Może będziecie jeszcze razem...
Zaczęłam się dusić. Zajebisty moment wybrała żeby to powiedzieć. Akurat gdy piłam kawę.
- Nic Ci nie jest?
- Nie. Jak razem? Ty myślisz że ja będę z Harry'm?
- No tak. Z tego co mi o nim powiedziałaś stwierdziłam że pasujecie do siebie.
- Nie bądź śmieszna, proszę Cię. Ty na prawdę myślisz że będę chodzić z moim przyszywanym bratem?
- Tylko dlatego nie chcesz z nim chodzić? Bo jesteście rodziną? A co jak nie wyjdzie waszym rodzicom?
- Nie, nie tylko dlatego. Nie kocham go i on nie jest w moim typie. A naszym rodzicom wyjdzie! Nie po to wyprowadzili się tak daleko żeby ze sobą zerwać.
- Ok, mów co chcesz.
Czemu wszyscy ostatnio są tacy upierdliwi? Czy ja nie mogę mieć swojego zdania, życia? Doceniam to że się martwią ale bez przesady! To robi się już nudne.
- Słuchaj ja muszę już lecieć. Obiecałam babci że pójdę z nią na zakupy.
Olivia mieszkała z moją ciocią czyli jej babcią. Jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym gdy miała dwa latka. Od tego czasu jej babcia się nią opiekuje. Teraz ma osiemnaście. Mama Olivii i moja mama były kuzynkami. Były... Teraz nie żyją...
Pożegnałyśmy się.

Szłam powoli. Nie chciałam spędzać za dużo czasu z Harry'm. Nie chciałam wiedzieć co się teraz wydarzy. Chciałam swoje dawne życie z powrotem. To jest za skomplikowane.
Z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos.
- Cześć.
- Cześć, Niall.
- Co z Harry'm? - następny...
- Co ma z nim być?
- Spotkałem go w sklepie przed chwilą. Jakiś taki przybity był. Nie chciał nawet ze mną gadać. Ty też wydajesz się nie być w humorze.
- Co? Ja mam świetny humor. Na prawdę.
- No skoro tak mówisz... - szliśmy przez park. - Jak tam wasza rodzinka?
- Beznadziejnie.
- Dlaczego?
- Tata i mama Harry'ego wyprowadzili się do Holmes Chapel.
- Tak daleko? Po co?
- Chcą ułożyć sobie życie. Tom wyjechał do stanów robić karierę muzyczną ze znajomymi a Gemma wróciła do Manchester. Zostałam ja i Harry.
- Nieźle. Nie cieszysz się że masz teraz spokój?
- Nie. Szczerze mówiąc wolałabym żeby nikt nigdzie nie wyjeżdżał. Tak pusto teraz jest...
- Będzie dobrze. Nie martw się. Ja lecę, do zobaczenia.
- Pa.
"Będzie dobrze. Nie martw się". Powtarzałam sobie to w myślach aż doszłam pod dom.
Weszłam do domu i poczułam piękny zapach. Podążyłam do kuchni. Zobaczyłam w niej Harry'ego gotującego coś.
- Cześć. - skąd on wiedział że tu jestem? Przecież stał tyłem do mnie.
- Hej. - odpowiedziałam.
- Jak tam u kuzynki? - zapytał obojętnie.
- Dobrze. Jak tam na zakupach?
- Dobrze.
- Mhm.
Prawie każda nasza rozmowa tak wyglądała. Obojętnie. Nikt z nas nie był za bardzo zainteresowany drugą osobą.
Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu telewizji... Strasznie nudno się zrobiło. Tak na prawdę to w ogóle nie rozmawialiśmy. Pierwszymi czasy gdy się poznawaliśmy nie mogliśmy przestać ze sobą gadać. A teraz? Zero komunikacji. Smutne.



*z perspektywy Harry'ego*



- Idę spać. - powiadomiła mnie Elena i poszła na górę.
Ja tam siedziałem i oglądałem jakiś strasznie monotonny serial. Głupek ze mnie. Cały dzień siedzieliśmy razem w domu a ja nawet jej nie przeprosiłem. Czemu nawet nie zagadałem do niej? Idiota. Nawet nie wiem dlaczego jesteśmy na siebie obrażeni. Nawet nie wiem czy ja jestem obrażony. Nie mam za co przecież.
Odkąd poznałem Elenę nie jestem już taki przybity jaki byłem przez całe życie. Zacząłem się uśmiechać, zacząłem być szczęśliwy. Potem okazało się że jesteśmy tak jakby rodzeństwem. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Teraz nawet ze sobą nie rozmawiamy. Znowu stałem się tym smutasem a co gorsze Elena też nie wydaje się mieć dobry humor. Przeze mnie jest cały czas smutna i wkurzona. Smutno mi się robi jak na nią patrze. Jak się uśmiecha jestem taki szczęśliwy. Wtedy też mam ochotę się uśmiechnąć.
"When you smile, I smile."
Kiedy ona płacze ja też chcę płakać.
"When you cry, I cry."
Nie wiem co się ze mną dzieje. Nigdy nie przejmowałem się jakąś osobą tak bardzo jak nią. Jakąś. Elena nie jest jakaś. Ona jest inna. Jest lepsza. Czy ja się zakochałem? Nie wiem. Nie znam takiego uczucia jakim ją obdarowuję. Nie wiem co ona ze mną robi. Wystarczy że jestem z nią w jednym pomieszczeniu i już przechodzą mnie ciarki. Jak już mówiłem nie wiem co to za uczucie ale jest przyjemne. Bardzo przyjemne.
Cieszę się że ją spotkałem.
Interesuje mnie tylko jeszcze jedna rzecz. Dlaczego jest do mnie wrogo nastawiona a jak ją wziąłem nad to jeziorko to się cieszyła? "Nigdy nie zrozumiem kobiet" Powinienem to teraz powiedzieć ale nie mogę bo ona nie jest jak wszystkie. Nigdy nie zrozumiem Eleny. Tak, to pasuje.




__________________________________________________________________________



Tak, wiem że ten rozdział jest bardzo krótki. Specjalnie.
Ale nie bójcie się, następny nie będzie taki krótki. :)

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:
 http://ask.fm/askme69x

Jeżeli chcecie skontaktować się ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com




 CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Dziękuję ♥

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 5

*z perspektywy Harry'ego*



- Wróciłam! - usłyszałem głos Eleny.
Gdy weszła do pomieszczenia była wyraźnie zdziwiona. Nagle wszyscy się na nią rzucili. Po przywitaniu się poszła gdzieś i wróciła przebrana w śliczną sukienkę. Wyglądała na prawdę dobrze.
Usiadła naprzeciwko mnie. Cieszyłem się że będę miał ją na widoku.
Każdy o czymś rozmawiał oprócz Eleny. Gemma czasami do niej zagadywała. Nie mogłem odlepić od niej wzroku. W pewnym momencie ona spojrzała na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Miała takie błękitne i piękne oczy. Chyba się zawstydziła bo odwróciła wzrok ode mnie.
- Czemu nie rozmawiacie? -zapytała moja mama.
Myślałem że Elena odpowie ale tak się nie stało.
- Elena jest myślami całkiem gdzie indziej. - wiem że nie powinienem. Byłem wkurzony że zadaje się z Zayn'em. Postanowiłem się trochę z nią podrażnić. Miałem nadzieję że Gemma zacznie krępującą dla Eleny rozmowę.
- Czy to znaczy że poznałaś jakiegoś fajnego chłopaka? - dziękuję siostrzyczko. - No opowiadaj jaki on jest? Jak ma na imię? Ładny?
Czułem że Elena jest zawstydzona i wkurzona na mnie.
- No, poopowiadaj trochę o nim. Jaki on jest? - dziewczyna zaraz nie wytrzyma. Wiem to.
- Przepraszam. - wstała od stołu i pobiegła chyba do jej pokoju.
Wygrałem ale nie czułem się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie. Mogłem sobie odpuścić. Cóż, już jest za późno.
Po jakiejś godzinie wszyscy poszli. Zostałem tylko ja, Gemma, Tom i rodzice.
Wszyscy poszli spać. Gdy szedłem do swojego pokoju chciałem zobaczyć czy wszystko ok z Eleną.
Zapukałem ale nie dostałem odpowiedzi. Otworzyłem drzwi i wychyliłem głowę. Zobaczyłem jak dziewczyna leży w sukience i butach. Wyglądała jak śpiąca królewna. Zaśmiałem się cicho. Była piękna.
Rozebrałem jej buty. Pogrzebałem trochę w jej szafie i znalazłem jakieś dresy i koszulkę. Zdjąłem delikatnie sukienkę z dziewczyny i ubrałem jej wcześniej znalezione ubrania. O dziwo się nie obudziła. Położyłem ją wygodnie na łóżku i przykryłem kołdrą. Źle dzisiaj postąpiłem. Mam nadzieję że to się nie powtórzy.



*z perspektywy Eleny*



Obudziłam się. Była dziewiąta rano. Wstałam z łóżka. Zobaczyłam na biurku dokładnie poskładaną sukienkę, którą miałam wczoraj na sobie oraz buty, stojące obok biurka. Spojrzałam w lustro, które znajduje się na drzwiach szafy. Miałam na sobie koszulkę i dresy. Kto mnie przebrał i jak to zrobił że się nie obudziłam? Dziwne.
Zeszłam na dół. Wszyscy jedli śniadanie.
- Dzień dobry. - powiedziałam zaspana. Wszyscy mi odpowiedzieli "dzień dobry" albo "hej".
Dosiadłam się do stołu.
- Ellie, może pójdziemy do centrum handlowego? - powiedziała Gemma gdy myłyśmy naczynia.
Powinnam być zła na nią za wczoraj? Nie wiem. Chyba nie. Przecież to nie jej wina.
- Jasne. - uśmiechnęłam się do niej.
- Super. Harry nas zawiezie, ok?
- Może się przejdziemy? - zaproponowałam.
- Nie chce mi się. Autem jest wygodniej i szybciej. Ubierz się zaraz jedziemy.
Ubrałam się na luzie. Nie chciało mi się kupować ciuchów. Nawet torebki nie wzięłam. Nie miałam zamiaru siedzieć cały czas w domu z wiecie kim i chciałam poznać Gemmę. Tylko dlatego się zgodziłam.
Siedziałam w samochodzie z Harry'm. Czekaliśmy aż Gemma łaskawie do nas dołączy.
- Ładnie wyglądasz w bieliźnie. - Harry spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
Czyli to on mnie przebrał? Świetnie. Właśnie tego się spodziewałam.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Pomyślałem sobie że niewygodnie jest spać w sukience i butach na obcasach.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Spałeś tak kiedyś?
- Nie ale mogę spróbować jak mi pożyczysz sukienkę. - znowu się uśmiechnął. Ugh, jak ja tego nienawidzę.
- Sorry. - powiedziała Gemma wchodząc do auta.
-Nie ma sprawy. To dokąd panie sobie życzą?

Przez całą drogę Harry co chwilę patrzył się na mnie przez przednie lusterko. Jechaliśmy dwadzieścia minut. Były straszne korki. Gdy dojechaliśmy myślałam że zabiję Gemmę.
- Harry, chodź z nami. - ugh.
- Po co nam Harry? Na pewno ma ważniejsze sprawy do załatwienia. Chodź. - pociągnęłam Gemmę w stronę wejścia.
- Pomoże nam przy wybieraniu ciuchów czy coś. Chodź braciszku.
Modliłam się żeby się nie zgodził.
- Z wielką chęcią. - wyszczerzył się jak głupi.
Nie, nie, nie, nie, nie!
Chodziliśmy po różnych sklepach. Ja tylko oglądałam ciuchy i pomagałam Gemmie. Harry stał przy wejściu i opierał się o szklane drzwi. Bawił się telefonem. Wiedziałam że cały czas patrzy się w moją stronę. Co on ode mnie chciał? To było irytujące. Wyobraź sobie że pomagasz koleżance wybierać ładne ciuchy a osoba, którą najchętniej byś udusiła obserwuję Cię cały czas.
- Gemma! - odwróciłam się. Zobaczyłam jak chyba jakaś jej koleżanka się z nią wita.
Podeszłam do nich.
- Kate, to jest Elena. - powiedziała Gemma.
- Hej. - powiedziałyśmy w tym samym czasie.
- Dzień dobry pani.
- Ooo, pan Styles. No proszę, proszę. - Kate jest chyba najlepszą przyjaciółką Gemmy. Tak wygląda.
- Może wy sobie pogadacie bo się dawno nie widziałyście a my gdzieś pójdziemy. - słucham? O czym on mówił? Dziewczyny mają sobie gadać a ja mam z Harry'm gdzieś iść? No chyba nie.
- Świetny pomysł. - czemu Gemma zawsze musi być taka radosna i zgadzać się ze wszystkim?
- Miło było Cię poznać, Elena.
- Nawzajem. - Kate jest nawet fajna.

Wyszliśmy z Harry'm przed budynek.
- No to pa. - powiedziałam i chciałam iść do domu.
- Czekaj. Mieliśmy gdzieś iść.
- Razem? Nigdzie nie idę! Do widzenia.
Chciałam się odwrócić i kontynuować spacer do domu ale Harry mnie zatrzymał. Przerzucił mnie sobie przez ramię. Co za bezczelny idiota!
- Puszczaj mnie! - biłam go w plecy ale nie odpuszczał.
Byliśmy w centrum miasta! Boże, jaka siara...
- Harry puść mnie!
Podeszliśmy do jego samochodu. On go otworzył i posadził mnie na miejscu pasażera. Gdy zamknął drzwi i odszedł chciałam uciec. Zamknięte. Zablokował mi drzwi? Nie, no coraz lepiej.
Gdy usiadł na miejscu kierowcy zaczęłam się po nim wydzierać.
- Harry, otwórz te cholerne drzwi!
- Jesteś słodka jak się złościsz.
Myślałam że zaraz nie wytrzymam. Gdybym była Hitlerem już dawno bym zabiła Harry'ego sto razy. Jak można być tak egoistycznym?
Odpalił samochód i ruszył do... gdzie my w ogóle jedziemy?
- Gdzie jedziemy?
- Jeśli mam być porywaczem nie mogę Ci tego zdradzić.
On sobie chyba żartuje!
- Świetnie. Teraz jesteś porywaczem, za chwilę staniesz się gwałcicielem a potem przemienisz się w seryjnego morderce. Taki masz plan?
- Gwałciciel? Jaka chętna. - wielki, ogromny banan pojawił się na jego twarzy.
- Zboczeniec.
- To ty pierwsza powiedziałaś że chcesz żebym był gwałcicielem.
- Nie chcę!
On się tylko zaśmiał. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak zdenerwowana.

Jechaliśmy dość długo. Wyjechaliśmy poza miasto. Wjechaliśmy w jakiś las. Zaczęłam się trochę bać. Miałam nadzieję że Harry nie jest gwałcicielem i nie pracuje dla żadnej mafii. Moja wyobraźnia czasami jest niemożliwa do zrozumienia. Gdyby Harry był gwałcicielem już dawno by mnie zgwałcił. Wjechaliśmy bardzo głęboko w las.
- Jesteśmy. - powiedział zatrzymując się.
- Gdzie jesteśmy? - nie odpowiedział.
Wysiadł z samochodu. Podszedł do mnie, otworzył mi drzwi i pomógł wyjść. Ten las był taki...mroczny? Jak z jakiegoś horroru.
- Harry gdzie do cholery jesteśmy?
- Chodź. - złapał mnie za rękę. Normalnie to bym ją teraz wzięła ale się bałam.
Wyszliśmy z lasu i ukazał mi się niesamowity krajobraz. Jeziorko, obok niego stał jakiś domek. Parę metrów od domku stało duże drzewo. Było inne jak te w lesie. Było takie...przyjazne? Nie wiem jak to określić. Wszędzie rosły kolorowe kwiaty. To przepiękne miejsce otaczał mroczny las. Jeszcze nigdy takiego czegoś nie widziałam.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam zachwycona.
- Chodź. - Harry splątał nasze palce. Szliśmy małą dróżką w stronę jeziorka.
Usiedliśmy na piasku. To była taka malutka plaża. Harry zerwał jakiś niebieski kwiatek i włożył mi go za ucho.
- Słodko wyglądasz. - uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Dziękuję.
- Wiesz, pierwszy raz kogoś tu przyprowadziłem. To jest moje miejsce. Jesteś pierwszą osobą, która tu była od wielu lat. Oczywiście nie licząc mnie.
- Tu jest przepięknie.
Siedzieliśmy przytuleni do siebie. Było tak romantycznie. Oczywiście nie zapomniałam o tym co zrobił wczoraj i że mnie tu zabrał wbrew mojej woli ale nie chciałam o tym myśleć. Nie chciałam zepsuć nam humoru.
- Przepraszam. - powiedział nagle Harry. Dobrze wiedziałam o co mu chodziło.
Nic nie powiedziałam tylko wtuliłam się w niego mocniej. On mnie pocałował w włosy.
Zaczęło robić się ciemno. Nie zwracaliśmy uwagi na czas. Świetnie. Pewnie nas rodzice ochrzanią.
- Harry, jedziemy już?
- Chcesz już iść?
- Nie chcę ale już jest późno.
Chłopak wstał i podał mi rękę. Podciągnął mnie do góry. Staliśmy teraz oko w oko. Patrzeliśmy sobie w oczy. Nienawidzę tego momentu. Jego oczy są takie hipnotyzujące. Byłam w nie tak wpatrzona że nie zauważyłam że Harry zbliżył nasze twarze do siebie. Pocałował mnie. Oddałam pocałunek. Przez chwilę nie myślałam. STOP! Elena, co ty robisz?! Przecież jesteś z Zayn'em! Co się ze mną dzieje? Co ten chłopak ze mną robi? Wystarczy że słyszę jego imię i całe moje ciało przechodzą dreszcze. "Harry..."
"Odkleiłam" się od niego.
- Przepraszam. - powiedziałam i pobiegłam w stronę samochodu. Harry podążył za mną.
- Elena!
- Zostaw mnie!
- Co się stało?
- Nie zbliżaj się do mnie! - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. - Otwórz auto.
Jak powiedziałam tak zrobił. Otworzył auto a ja od razu do nie wskoczyłam.
Zdezorientowany chłopak również wsiadł do samochodu. Od razu odjechał. Nie odzywaliśmy się przez całą drogę.


***


- Gdzie wy byliście? - zaatakowała nas Gemma gdy weszliśmy do domu.
- Chodziliśmy po mieście. - odpowiedział Harry i poszedł na górę.
- Idę spać. Dobranoc. - powiedziałam i poszłam do mojego pokoju.
Wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę. Położyłam się do łóżka. Zasnęłam od razu.



*z perspektywy Gemmy*



Gdy skończyłyśmy nasze zakupy poszłam razem z Kate przed centrum handlowe. O dziwo nie było tam samochodu Harry'ego. Dzwoniłam do Harry'ego i Eleny ale nie odbierali. Kate poszła do domu. Ja wzięłam taksówkę i też pojechałam. Czekaliśmy przez resztę dnia aż wreszcie przyjadą.
Usłyszałam podjeżdżający samochód. Popatrzyłam się przez okno i zobaczyłam naszych zgubów, wysiadających z auta. Gdy weszli do domu od razu na nich naskoczyłam.
- Gdzie wy byliście?
- Chodziliśmy po mieście. - powiedział obojętnie mój brat i poszedł na górę.
- Idę spać. Dobranoc. - powiedziała Elena i również podążyła na górę.
Dziwne. Harry nigdy nie lubił chodzić po mieście. A Elena od wczoraj wydawała się być obrażona na Harry'ego. Co oni kręcą? Nie wierzę że spacerowali sobie po mieście i to tak długo. Wydawali się być obrażeni na siebie. Pokłócili się? Ale o co? Co się tu dzieje? Za dużo jak na jeden dzień.


*z perspektywy Eleny*


Wstałam, umyłam się, ubrałam, zrobiłam śniadanie, jadłam.
- Dzień dobry. - do kuchni weszła radosna Gemma.
- Hej. - uśmiechnęłam się do niej.
- Jak się spało?
- Dobrze, a tobie?
- Wspaniale. - przysiadła się do mnie do stołu.
- To dobrze. - jadłam dalej.
- Co robiliście wczoraj?
- Przecież Harry Ci wczoraj powiedział.
- Kłamał.
- Nie prawda.
- Harry nie lubi chodzić po mieście. Ty byłaś na niego wkurzona. Teraz jesteście źli na siebie nawzajem.
Kurde, co miałam jej powiedzieć? Nie powiedziałabym jej prawdy.
- Nie jesteśmy na siebie źli i nie byłam wkurzona na Harry'ego.
- Dzień dobry. - do kuchni wszedł zaspany pan Styles.
- Hej. - powiedziała Gemma, ja się nie odezwałam.
Chłopak wyciągnął coś z lodówki i dosiadł się do nas. Nie rozmawialiśmy, nie patrzeliśmy się na siebie. Nawzajem udawaliśmy że nas tu nie ma. Gemma się na nas dziwnie patrzyła.
- Wy coś kręcicie. - powiedziała.
- Nic nie kręcimy. Już Ci to tłumaczyłam.
- Gdzie wczoraj byliście?
- Jezu, Gemma. Byliśmy na mieście. Tak ciężko to zrozumieć? - wkurzył się Harry i wstał. Poszedł do salonu oglądać telewizje. Ja wciąż dojadałam śniadanie.
Gemma była bardzo zdziwiona reakcją Harry'ego.
- Widzisz? Mówiłam Ci że byliśmy w mieście.
- Dobra, dobra. I tak wam nie wierzę.
- Nie musisz. - poklepałam ją po ramieniu wstając od stołu.
Boże, jaka ona jest upierdliwa. Jest bardzo miła i zabawna ale strasznie wkurzająca.


***


Siedziałam w pokoju i czytałam jakieś czasopisma. Strasznie nudne. Nagle ktoś zapukał.
- Proszę!
- Hej, siostra.
- Cześć.
- Chodź na spacer.
- Ok.
Zazwyczaj jak Tom chciał iść ze mną na spacer coś się musiało stać. Byłam ciekawa o co chodzi teraz.

- Co się stało? - usiedliśmy na ławce w parku niedaleko naszego domu.
- Obiecaj że się nie wkurzysz i będziesz rozmawiać ze mną normalnie, ok? - oho, już się boje.
- Ok.
- Gdzie byłaś wczoraj z Harry'm? - nie ja nie wytrzymam z tymi ludźmi!
- Chodziliśmy po mieście.
- Gemmie powiedzieliście to samo.
- Bo tak było!
- To czemu wpadliście wczoraj do domu jak poparzeni i nie chcieliście z nikim gadać?
- Normalnie weszliśmy. Byliśmy zmęczeni. Cały czas chodziliśmy.
- Samochodem?
- Co?
- Odjechaliście samochodem. Gdy Gemma wyszła z galerii auta tam już nie było.
- To ona kazała Ci ze mną rozmawiać, prawda?
- Tak ale sam też chciałbym wiedzieć co robiliście.
- Już wam mówiliśmy. Chodziliśmy po mieście. Odwieźliśmy samochód na parking. Byliśmy zmęczeni dlatego poszliśmy od razu na górę. Chcesz jeszcze coś wiedzieć?
- Nie.
- Świetnie. - zaczęłam iść w stronę domu.
- Czekaj!
- Co?
- Pokłóciliście się?
- Nie.
- Jesteście na siebie obrażeni.
- Nie jesteśmy. - poszłam. Zostawiłam go tam. Nie miałam zamiaru z nikim gadać.
Wszyscy się niepotrzebnie czepiali. O co im chodziło? Nie zdziwię się jak tata i Anne też mnie będą wypytywać gdzie byliśmy i co robiliśmy. Na prawdę nie rozumie ludzi.
Czasami wkładam słuchawki do uszu i idę na spacer. Przyglądam się ludziom. Patrzę się jak oni żyją. Często widzę zerwania, zaręczyny, kłótnie, wybaczenie, radość, smutek... Wypatruję czasami pustych ludzi. Nie chodzi mi o to że są głupi, nie. Chodzi mi o to że mają beznadziejne życie, puste, bez emocji, bez uczuć... Są ludzie radośni, poważni, smutni, zwariowani, źli, dobrzy, chorzy psychicznie i fizycznie... Są też mieszanki. Choleryk, melancholik, sangwinik, flegmatyk... Jeśli dobrze się popatrzysz zobaczysz kto jest kim. Nie ma ludzi bez ani jednej z tych cech charakteru. Nie ma ludzi bezdusznych. Nie ma ludzi z sercem z kamienia lub złota. Każdy człowiek ma takie samo serce. Są ludzie mili i nie mili. Ale nie można ich oceniać po pozorach. "Nie oceniaj książkę po okładce."
Ja Harry'ego poznałam bardzo dobrze i mogę go ocenić. Jaki jest? Egoistyczny, wredny, zadufany w sobie ale troszczy się o innych jeżeli na prawdę mu zależy. Nie jest najgorszy ale również nie jest najlepszy. On po prostu się gubi. Gubi się w życiu codziennym. Jest inny.



***


Weszłam do domu. Panował tam chaos. Tata kłócił się z Anne, Harry kłócił się z Zayn'em a Gemma próbowała wszystkich uspokoić. Czekaj! Wróć. Harry kłócił się z Zayn'em. Z Zayn'em? Co on tu robił?
- Co się tu dzieje? - zapytał mnie Tom, który ni stąd, ni zowąd pojawił się obok mnie.
- Nie wiem. Dopiero wróciłam.
Rodzice kłócili się w kuchni a chłopacy w Salonie. Gemma chodziła wte i wewte próbując uspokoić całą czwórkę.
Weszłam na schody.
- Ej! Ludzie! Aaaaaaaaaaaaaaaa!!! - krzyknęłam jak głupia. Nagle w domu zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Wszyscy wyszli na korytarz. Gapili się na mnie jak na idiotkę, która wyszła z psychiatryka.
- Co tu się dzieje?! - zapytałam wkurzona. Nikt mi nie odpowiedział.
- Może by mi ktoś łaskawie odpowiedział?! -  cisza. - Świetnie. Nie chcecie to nie mówcie.
Odwróciłam się i chciałam iść do pokoju.
- Przepraszam. - powiedzieli WSZYSCY w tym samym czasie. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem ale wiedziałam że to nie odpowiedni moment. Chyba każdy chciał się zaśmiać. Odwróciłam się z powrotem w ich stronę.
- Później pogadam z każdym z was osobno. Z każdym! - powtórzyłam żeby to było jasne dla wszystkich.
Każdy poszedł w swoje strony.
- Mogę wejść? - ktoś zapukał.
- Jasne. - z zza drzwi wyłonił się Zayn.
- Hej. - powiedział uśmiechając się.
- Cześć. - usiadł obok mnie na łóżku. - Powiesz mi o co kłóciłeś się z Harry'm?
- To jest nie ważne.
- Dla mnie bardzo ważne.
- Nie.
- Ok, jak ty mi nie powiesz to Harry to zrobi.
- Dobra. O ciebie.
- O mnie?
- Tak. - przesłyszałam się. Na pewno.
- Jak o mnie? Nie musisz się z nikim kłócić. Jestem z tobą i jest dobrze.
- Nie jest dobrze.
- Słucham?
- Gdzie byłaś wczoraj z Harry'm.
- Przepraszam? - co ich to wszystkich obchodziło gdzie i z kim ja jestem?
- Nie było was pół dnia. Nikt was nigdzie nie widział. Gdzie byliście i co robiliście?
- Co was to wszystkich obchodzi? Nie macie swoich własnych żyć że wtrącacie się w moje? Na prawdę nie rozumiecie tego że ja też mam życie prywatne jak każdy inny człowiek? Zayn przepraszam ale ja tak dłużej nie mogę. To koniec. Przepraszam.
Wybiegłam z pokoju. Nie miałam ochoty już z nikim gadać. Nie teraz.
- Elena! - usłyszałam jak woła mnie tata.
- Tak? - weszłam do salonu. Siedzieli tam wszyscy oprócz mnie i Zayn'a.
- Do widzenia. - Zayn wyszedł z domu.
- Usiądź, musimy wam powiedzieć coś ważnego. - powiedziała Anne.
Usiadłam obok reszty mojego "rodzeństwa" naprzeciwko "rodzicom".
- Więc, my się wyprowadzamy do Holmes Chapel. Chcemy wszystko przemyśleć i poukładać w głowach.
- My to kto? - zapytałam.
- Ja i Anne. - odpowiedział tata.
- Gemma, ty jutro wracasz do Manchester, tak? - zapytała Anne.
- Tak.
- A Tom, ty też podobno gdzieś jedziesz?
- Nie, nigdzie nie jadę. - jaka ulga. - Wyprowadzam się. - CO?! - Do Stanów. - nie no to robi się już śmieszne.
- No a my? - zapytałam patrząc przelotnie na Harry'ego.
- Wy tu zostajecie. Jesteście pełnoletni, możecie zamieszkać sami. - płakać mi się zachciało.
Ja i Harry. Sami. W jednym domu. Nie wiadomo na jak długo. Ja i on. Mogę już umierać?
- Oczywiście będziemy was wszystkich dofinansowywać. O to się nie martwcie. - powiedział tata.
- Po prostu każdy z nas musi odpocząć. - dodała Anne. - Myślę że takie rozwiązanie będzie najlepsze.
Świetnie! Zerwałam z chłopakiem, który od początku powinien być tylko przyjacielem. Wszyscy się wyprowadzają. A ja zostaję sama z kimś, kto jest moim przyszywanym "bratem" a traktuje mnie jak swoją własność. I to jest to najlepsze rozwiązanie? Na prawdę? To jest jakiś żart! Gdzie ukryta kamera?




_____________________________________________________________________________


Mam nadzieję że nie zanudziłam was tym rozdziałem?
Napiszcie co sądzicie o zaistniałej sytuacji?
Napiszcie też co myślicie co stanie się z Harry'm i Eleną?

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:

Jesli chcecie skontaktować się ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com




CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Dziękuję ♥

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 4

- Tom powinien niedługo przyjechać. Opiekujcie się nią. Proszę.
- Oczywiście. Nic jej się nie stanie.
- Mam nadzieję że wam też. Dziękuję.
- Nie ma za co. Do widzenia.
Usłyszałam tą rozmowę gdy schodziłam na dół.
- Oo, wstałaś już. Jesteś głodna? - zapytał Harry gdy byłam już na dole.
- Kim masz się opiekować?
- Tobą.
- Mną? Dlaczego niby?
- Wyprowadzają się na jakiś czas.
- Kto?
- Nasi rodzice.
- Co? Gdzie? Dlaczego?
- Chcą pobyć sami, wiesz...
- Czyli zostaliśmy my i Tom. Będziemy mieszkać sami dopóki nie wrócą?
- Tak. Głodna?
- Tak, jasne...
Świetnie. Znowu zostaję sama z Harry'm. Chcę żeby Tom już wrócił!



***


- To co dzisiaj robimy? - zapytał mnie Harry gdy oglądaliśmy telewizję.
- Nic.
- Ubierz się.
- Jestem ubrana.
- Jesteś w piżamie. Chcesz tak wyjść?
- Gdzie ty chcesz iść?
- Z chłopakami do kina.
- To idź. Ja nie chcę.
- Nie możesz tu zostać sama.
- Mogę.
- Proszę, chodź. - zrobił minę jak ten kot ze Shrek'a.
- Dobra, haha. Poczekaj  chwilę.
Szybko się ubrałam zeszłam na dół.

- Wiesz, nie ogarniam Cię. - powiedział Harry gdy byliśmy już w drodze.
- Dlaczego?
- Nie jestem dziewczyną i nie znam się na ciuchach ale zauważyłem że cały czas ubierasz się inaczej.
- To dlatego że noszę to, co mi się podoba. Nie ograniczam się do jednego stylu. To źle?
- Nie.
- Mhm...



***


Siedzieliśmy już w sali i czekaliśmy aż zacznie się film. Ja siedziałam między Harry'm a Zayn'em. Niall siedział obok Harry'ego, Louis obok Niall'a a Liam po dugiej stronie Zayn'a.
Niall i Louis cały czas się wygłupiali przez co inny oglądający często zwracali im uwagę. Liam był tak zafascynowany filmem że wydawał się być nieobecny. Jak zahipnotyzowany. Ja rozmawiałam z Zayn'em bo film był bardzo monotonny. Co robił Harry? Cały czas łapał moją rękę, szturchał mnie... Krótko mówiąc denerwował.
Zrozumiałam dzisiaj że do kina można iść tylko z Zayn'em. Nie wygłupia się, nie hipnotyzuje się filmem, można z nim pogadać...

- Co? To już koniec? To nie mogło się tak skończyć! Czemu on umarł? Kto pisał ten scenariusz? To jest jakieś nieporozumienie! Jak można zrobić komuś taką krzywdę? Nie!!
- Liam, co się stało? - zapytałam.
- Już nic. Możemy iść. - odpowiedział i w tym momencie cała sala kinowa wybuchła śmiechem.

- To co robimy? - zapytałam chłopaków.
- Ja i Niall jesteśmy umówieni ze swoimi dziewczynami. - powiedział Lou.
- Ja idę do domu. - powiedział Liam.
- To my idziemy, pa. - powiedział Niall i cała trójka poszła w swoje strony.
- A my? - spytałam pozostałych.
Nagle zadzwonił telefon Harry'ego. Odszedł parę metrów od nas i rozmawiał przez telefon.
- Masz coś w planach? - zapytał mnie Zayn.
- Nie, a ty?
- Też nie.
- Ja muszę iść. Elena, widzimy się w domu. Cześć, Zayn.
- Na razie. No to zostaliśmy sami.
- Mhm.
- Może spacer?
- No, może być.

Spacerowaliśmy z Zayn'em chyba trzy godziny. Opowiadał trochę o sobie. Jest bardzo interesującą osobą. Fajnie się z nim rozmawia. Myślę, że moglibyśmy się przyjaźnić.
- Skąd się znacie z Harry'm? - zapytał mnie nagle.
- Emm, wpadłam niechcący na ulicy na niego.
- Jesteście razem?
- Nie, no coś ty. Nasi rodzice są razem.
- Co ty gadasz? Wasi rodzice są razem?
- Tak.
- Czyli jesteście tak jakby rodzeństwem?
- No, tak jakby.
- To czemu się wtedy pocałowaliście?
- Emm, nie wiem. Tak jakoś wyszło...
- Nie chcesz o tym gadać?
- Nie za bardzo.
- Ok. Masz chłopaka?
- Nie, ty?
- Też nie mam chłopaka. - zaśmialiśmy się.
- Chodziło mi o to czy masz dziewczynę.
- Wiem. Nie mam.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę. Po jakimś czasie Zayn postanowił odprowadzić mnie do domu.
- To do zobaczenia. - powiedziałam i chciałam już wejść do domu.
- Poczekaj. - złapał mnie w talii, przyciągnął do siebie i pocałował.
Wyrwałam się i podbiegłam do drzwi.
- Do zobaczenia. - powiedział Zayn.
Ja się tylko uśmiechnęłam i weszłam do domu zamykając drzwi.
- Wróciłam. - ściągałam właśnie buty i kurtkę.
- Gdzie byłaś tak długo? Czekam już trzy godziny. Wiesz, że ja jestem za ciebie odpowiedzialny.
- Przepraszam tatusiu. - przekręciłam oczami. - Byłam z Zayn'em i jak widzisz nic mi się nie stało.
- Co robiliście?
- Nie wiedziałam że jesteś z FBI. Idę się przebrać. - chłopak zagrodził mi przejście. - Harry, przepuść mnie.
Miał dziwną minę. Jakby się denerwował. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Harry, proszę.
Odpuścił. Usiadł na kanapie w salonie i oglądał telewizję. Gdy przechodziłam obok salonu odruchowo spojrzałam na Harry'ego. Był odwrócony do mnie tyłem.

Wzięłam prysznic i ubrałam się. Postanowiłam porozmawiać z Harry'm. Chciałam wiedzieć dlaczego jest taki zdenerwowany.
Harry siedział na dole w kuchni i coś jadł. Usiadłam na przeciwko jego.
- Smacznego. - powiedziałam. Harry tylko na mnie spojrzał i jadł dalej.
- Jesteś zdenerwowany? - i znowu się na mnie popatrzył. Miał tą zdenerwowaną minę, cały czas.
- Dlaczego? - próbowałam dalej.
- Nie wiesz? Ciekawe... - odniósł talerz i poszedł do swojego pokoju.
O co mu chodziło? Nie miałam zielonego pojęcia o czym on mówił.
Po zjedzeniu kolacji znowu chciałam spróbować z nim porozmawiać.
- Mogę wejść? - zapukałam do jego pokoju. Nie odezwał się. zapukałam jeszcze raz. Nic.
Powoli otworzyłam drzwi. Weszłam po cichutku do środka. Harry leżał na łóżku odwrócony do mnie plecami.
- Harry? - obeszłam łóżko i stanęłam przed nim. Miał zamknięte oczy. - Śpisz?
Usiadłam na krześle, które stało obok łóżka. Patrzyłam się przez krótką chwilę na śpiącego, tak myślę, chłopaka.
- Dlaczego to zrobiłaś? - odezwał się nagle Harry.
- Ale co? - zapytałam.
- Dlaczego pocałowałaś Zayn'a?
- To on pocałował mnie.
- Dlaczego oddałaś pocałunek? - Harry otworzył oczy.
- Nie mogłam?
- Dlaczego to zrobiłaś? - usiadł.
- Co Cię to w ogóle obchodzi?
- Dużo.
Zdenerwowałam się. Wstałam.
- Będę całować kogo będę chciała. Ty masz mi nic do powiedzenia! - podeszłam do drzwi. Otworzyłam je.
- Poza tym, rodzeństwo się nie całuje! - wyszłam.



*z perspektywy Harry'ego*



- Będę całować kogo będę chciała. Ty masz mi nic do powiedzenia! - miała rację, nie mogłem nią rządzić. - Poza tym, rodzeństwo się nie całuje! - wyszła.
Zostałem sam. Znowu. Czasami się zastanawiam jakby to było gdyby Elena na mnie nie wpadła na ulicy, gdybym nie przywiózł jej pizzy, gdybym nie został wtedy napadnięty i pobity... Chciałbym wiedzieć jakbyśmy się teraz zachowywali wobec siebie gdybyśmy zostali zapoznani dopiero przez naszych rodziców. Pewnie wszystko byłoby łatwiejsze. Nie było by tych ciągłych kłótni i nieporozumień. Nie było by tych dziwnych uczuć, które kręcą się wokół nas.
Nie miałem już ochoty dalej  myśleć. Poszedłem spać.



***



Słyszałem jak zamykają się drzwi, chyba główne. Zszedłem na dół. Zobaczyłem jakiegoś kolesia. To chyba brat Eleny.
- Siema. Ty musisz być Harry?
- No, ty Tom?
- Taa... Obudziłem Cię?
- Tak.
- Elena jeszcze śpi?
- Chyba tak.
Poszedłem na górę. Gdy przechodziłem obok pokoju Eleny ona właśnie z niego wychodziła. Odruchowo stanąłem, ona też. Patrzyliśmy sobie w oczy. Po chwili ona oprzytomniała i zeszła na dół. Stałem tam jeszcze parę sekund i poszedłem się ubrać.



*z perspektywy Eleny*



Usłyszałam że ktoś rozmawia. Chciałam to sprawdzić. Zaspana wyszłam z łóżka. Podeszłam do drzwi. Nacisnęłam klamkę i je otworzyłam. Wyszłam z pokoju i spotkałam jego. Stał tam w samych bokserkach. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego oczy są zielone jak nefryt. Są takie hipnotyzujące, piękne... Co ja gadam? Zamknęłam drzwi i zeszłam jak najszybciej na dół.
- Tom!
- Hej, siostra!
Skoczyłam na niego. Musiało to wyglądać przekomicznie. Jak takie dziecko, które rzuca się na górę słodyczy.
- Nigdy więcej mnie nie zostawiaj tak długo samej!
- Nie byłaś sama. Był tata, Anne i Harry... A poza tym wróciłem wcześniej niż miałem.
- Właśnie dlaczego? I dlaczego nie dzwoniłeś?
- Nie miałem zasięgu. Jake się rozchorował i musieliśmy go odwieźć do domu.
- Aha...
- A Harry?
- Co z nim?
- Rozumiecie się? Nie zrobił Ci chyba krzywdy, co?
- Co? On? Nie. To porządny chłopak. Nikomu by nie zrobił krzywdy. - przypomniałam sobie jak pobił Luke'a ale wolałam to zachować dla siebie.
- Dobrze się dogadujecie? - gdyby on tylko wiedział jak dobrze...
- Nie przepadamy za sobą ale jest ok. Tak myślę...
- Co to ma znaczyć? Nie chcę mieć dupka jako brata.
- On nie jest dupkiem.
- Skoro tak mówisz to tak jest. Moglibyśmy być dobrym rodzeństwem czy pobilibyśmy się na dzień dobry? Mam na myśli ja i Harry.
- Wy na pewno będziecie dobrym rodzeństwem.
- No ja myślę.


***


Tom i wiadomo kto oglądali telewizję i gadali ze sobą. Myślę, że oni dobrze się dogadują. Ja byłam umówiona z Zayn'em. Ubrałam się szybko.
- Wychodzę! - krzyknęłam żeby Tom mnie usłyszał.
- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Umówiłam się z Zayn'em. To znajomy Harry'ego. - gdy wymawiałam jego imię moje ciało przechodziły dreszcze. Dlaczego on tak na mnie działał? Elena, nie przejmuj się. Jeden Harry nie pokona tak wielki mur, który zbudowałam po rozstaniu z Luke'iem. Jest tak potężny że ja go nie potrafię pokonać a przecież sama go zbudowałam.
- Baw się dobrze! - zawołał Tom.
- Dzięki. Na pewno będę!
Pewnie Tom teraz każe się spowiadać Harry'emu jaki ten cały Zayn jest. Kocham go, jest najlepszym bratem jakiego kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć ale czasami przesadza z tą jego nadopiekuńczością.
Wyszłam.

- Cześć, fajnie wyglądasz. - uśmiechnął się co ja mu odwzajemniłam.
- Hej, dzięki. - pocałował mnie w policzek. - To co robimy?
- A na co masz ochotę?
- No nie wiem. Ty coś wymyśl.
- Może spacer a potem pójdziemy coś zjeść?
- Ok. - uśmiechnęliśmy się.
Zayn złapał moją rękę i splątał nasze palce razem. Przyciągnął mnie lekko do siebie. Szliśmy tak dość długo.
Po spacerze poszliśmy do jakiejś pizzerii i zamówiliśmy co innego jak nie pizze? Rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Na prawdę dobrze spędzałam czas z Zayn'em. Był miłym chłopakiem. Po zjedzeniu mulat postanowił mnie odprowadzić do domu.

Byliśmy już w drodzę do mojego domu. Zayn się nagle zatrzymał. Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Na prawdę miło mi się spędza z tobą czas. - powiedział.
- Wzajemnie. - uśmiechnęliśmy się.
- Elena, wiem że znamy się bardzo krótki czas ale...
- Ale co? - domyślałam się co.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - dobra, tego to się nie spodziewałam. Myślałam że mi powie że mnie lubi itp. ale czy zostanę jego dziewczyną? Nie jestem chyba gotowa. Lubię go, bardzo ale nie jestem pewna.
- Tak.
- Tak? - zapytał zdziwiony na co ja się uśmiechnęłam.
- Tak. - przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i pocałował. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Chciałam tego. Ale czy ja go kocham? Może go po prostu bardzo lubię? A może go kocham? Nie potrafię określić moich uczuć do niego.
Przytulił mnie mocno.

Staliśmy już przed moim domem. Zayn znowu wszystko powtórzył. Objął mnie, pocałował, przytulił...

- Wróciłam. - zawołałam.
Weszłam do salonu, potem kuchni ale nikogo tam nie było. Usłyszałam z jadalni jakieś głosy. Weszłam do niej i doznałam szoku. Pozytywnego szoku.
Było tam tylu ludzi. Tata, Anne, Tom, domyślam się że Gemma, ciocia Jennifer, babcia, dziadek, domyślam się że rodzice Anne i... Harry. Wszyscy się na mnie rzucili. Najpierw ciocia Jenny. Jest bliźniaczką mamy. Nie były podobne tylko z wyglądu ale z charakteru również. Odkąd mama nie żyje często spotykam się z ciocią ale ostatnio widziałam ją pół roku temu. Wyjechała do Hiszpanii i tam układa sobie życie. Cieszę się że jest szczęśliwa.
Babcia i dziadek jak to dziadkowie. Zawsze tulą i całują swoich wnuków tak stało się i teraz.
Poznałam też dziadków Gemmy i jej brata i oczywiście Gemmę. Wydaje się być trochę szalona ale miła.
Poszłam się przebrać jakoś ładniej niż byłam bo wszyscy byli że tak powiem "na galowo".
Zeszłam na dół. Na moje nieszczęście tylko obok lub naprzeciwko Harry'ego było wolne miejsce. Usiadłam naprzeciwko niego czym siedziałam obok Gemmy. Wszyscy rozmawiali ze wszystkimi. Oprócz dwóch osób. Byłam to ja i Harry. Nie rozmawialiśmy z nikim. Czasami Gemma mnie zagadywała. On co chwilę się na mnie patrzył. Odruchowo spojrzałam na niego. Patrzeliśmy sobie w oczy. Nic nie mówiliśmy. Odwróciłam wzrok. On po chwili zrobił to samo.
- Czemu nie rozmawiacie? - zapytała Anne. Wiedziałam że mówiła do mnie i Harry'ego. Podniosłam wzrok i zobaczyłam że wszyscy, na prawdę wszyscy się na nas patrzyli. Raz na niego, raz na mnie. To było irytujące. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Miałam nadzieję że chłopak siedzący przede mną coś wymyśli.
- Elena jest myślami całkiem gdzie indziej. - co? Zmieniłam zdanie. Nie chciałam żeby Harry coś wymyślił ale było już za późno.
- Czy to znaczy że poznałaś jakiegoś fajnego chłopaka? - wypaliła nagle Gemma. - No opowiadaj jaki on jest? Jak ma na imię? Ładny?
Harry wiedział że Gemma wypali z jakimś takim tekstem i wiedział też że nie będzie mi to odpowiadało.
- No, poopowiadaj trochę o nim. Jaki on jest? - powiedział Harry i uśmiechnął się wrednie.
- Przepraszam. - wstałam od stołu i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Czułam jak pojedyncze łzy zamieniły się w wodospad. Dlaczego to się tak dzieje? Widzę że chce wojny to ją dostanie.
Dzisiaj wygrał on ale gra się dopiero zaczęła. Będzie ciekawie.




________________________________________________________________________


Dzisiaj jest trochę krótszy rozdział od pozostałych. Mam nadzieję że się podoba. :)

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:

Jeśli chcecie się skontaktować ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com





CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Dziękuję ♥

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 3 część II

- Kto to jest? - zapytał mnie Harry.
Stanął obok mnie i również gapił się w jego stronę.
- To jest... mój były chłopak.
- Co on tutaj robi?
- Nie wiem.
Luke zaczął iść w naszą stronę. Harry objął mnie w talii i przyciągnął bliżej siebie.
- Widzę że znalazłaś sobie nowego kochasia. - powiedział wrednie się uśmiechając.
- On nie jest moim chłopakiem, Luke.
- On Cię tak podnieca że robisz się cała mokra i chodzisz w jego ciuchach?
- Nie powinno Cię to interesować dlaczego chodzę w jego ciuchach..
Luke się zaśmiał. Harry cały czas się nie odzywał tylko stał i słuchał o czym rozmawiamy.
- Robiliście to już czy właśnie chcieliście to zrobić?
- Przestań! - wykrzyknęłam.
- Co przestań? Ja nic nie robię. - znowu się zaśmiał pod nosem. - A ty? Wyruchałeś ją już czy jeszcze się nie bzykaliście? - zwrócił się do Harry'ego.
Harry nie wytrzymał. Puścił mnie, podszedł do Luke'a i uderzył go w twarz tak, że ten wylądował na ziemi. Uklęknął koło niego i zaczął go gwałtownie bić. Podbiegłam do nich i pociągnęłam Harry'ego za ramię.
- Harry, przestań!
Nie przestawał. Uderzał go w twarz, bił w brzuch...
- Harry, przestań! Nie warto.
Wciąż nie przestawał.
- Harry, zrób to dla mnie. Proszę, przestań. Boję się.
Odpuścił. Wstał i stanął przede mną. Patrzył mi się przez chwilę prosto w oczy.
- Nie bój się. Przepraszam. - powiedział i mnie mocno przytulił.
W tym samym czasie Luke jakimś cudem zdołał wstać. Przewracał się na boki jakby był pijany.
- Jesteście siebie wart. A ty suko, jeszcze tego pożałujesz! - powiedział i odszedł.
Harry cały czas trzymał mnie blisko siebie. Czekaliśmy aż zniknie nam z pola widzenia i weszliśmy do domu.
- Czego on chciał? - powiedział ze złością.
- Nie wiem. Nie widziałam go od pół roku.
- Nie boisz się już?
- Nie.
- Przepraszam. Nie chciałem Cię wystraszyć.
- Jest w porządku. Idę się przebrać.

Było już późno więc postanowiłam że od razu ubiorę piżamę.
Umyłam się i zeszłam na dół do salonu ale Harry'ego tam już nie było. Szukałam go wszędzie. Myślałam że wyszedł ale jego buty i marynarka były. Postanowiłam że pójdę już spać. Na pewno się gdzieś schował.
Poszłam do mojego pokoju i co zobaczyłam? Harry'ego! Spał sobie w moim łóżku. Chciałam wyjść i iść spać do pokoju gościnnego.
- Gdzie idziesz? - powiedział Harry.
Odwróciłam się i zobaczyłam to.
- Spać.
- Czemu nie w swoim łóżku?
- Bo jest zajęte...
- Masz łóżko dwuosobowe a nawet większe...
- No i?
- Chodź.
- Dobranoc. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Nagle Harry złapał mnie za rękę i odwrócił w jego stronę. Jak on tak szybko wstał i tutaj poszedł?
- Chodź. - powiedział i pociągnął mnie w stronę mojego łóżka. Zapomniałam powiedzieć że był w samych bokserkach!
Położyliśmy się twarzami do siebie. Patrzeliśmy się tak na siebie przez jakiś czas. Potem zamknęłam oczy i chciałam zasnąć.
- Jesteś słodka kiedy śpisz.
Otworzyłam oczy i popatrzyłam się na Harry'ego. On się tylko uśmiechał.
- Dzięki. - powiedziałam i znowu zamknęłam oczy.
- Nie mogę w to uwierzyć że nasi rodzice się spotykają. Jak wezmą ślub to będziemy rodzeństwem.
- Myślisz że się pobiorą? - zapytałam go.
- Nie wiem. A ty?
- Chyba tak. Lubią się.
- Masz jakieś rodzeństwo?
- Tak, brata.
- Starszy czy młodszy?
- Starszy o rok.
- Ja mam siostrę. Jest starsza ode mnie o dwa lata. Ma na imię Gemma (czyt. Dżemma).
- Mój brat ma na imię Tom.
- Thomas?
- Nie, po prostu Tom.
- Dlaczego nie Thomas?
- Nie wiem. Zapytaj się mojego taty.
- Jak się pobiorą to im współczuję.
- Dlaczego?
- Czwórka bachorów do wychowania...
- Przepraszam? Bachorów? Tom ma dziewiętnaście lat a ja osiemnaście. A ty i Gemma ile macie?
- Ja mam dziewiętnaście a Gemma dwadzieścia jeden lat. Ok, może nie jesteśmy bachorami ale i tak im będzie ciężko z czwórką dorosłych dzieci.
- Może trochę...
- Nie chcę żeby się pobierali.
- Co? Dlaczego?
- Będziemy wtedy rodzeństwem.
- To źle?
- Nie chcę być twoim bratem.
- Dzięki. Miło mi to słyszeć... - odwróciłam się plecami do Harry'ego.
- Nie o to mi chodziło.
- Nie? To o co? - teraz leżałam na plecach, głową skierowana w jego stronę.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć...
- To pomyśl.
Harry pochylił się nade mną. Patrzeliśmy sobie w oczy przez kilka sekund i nagle mnie pocałował. Całował mnie delikatnie ale z czasem bardziej dziko i namiętniej. Zaczął całować moją szyję.
- Harry. - powiedziałam cicho.
On dalej całował moją szyję wchodząc coraz wyżej, znów spotykając moje usta. Odepchnęłam go od siebie.
- Harry, co ty do cholery robisz? Zwariowałeś? Będziemy prawdopodobnie rodzeństwem!
- Nie wiadomo.
Odwróciłam się plecami do niego. On objął mnie w talii i tak zasnęliśmy.


***


Obudziły mnie głosy dochodzące z kuchni. Harry'ego już nie było obok mnie.
Zeszłam na dół przecierając oczy.
- Hej. - powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Dzień dobry. - powiedzieli chórem Harry, jego mama i mój tata.
Czekaj, co? Co oni tu robili? Przecież mieli być u tej koleżanki Anne.
- Co wy tu robicie? Miało was nie być.
- Tak ale wróciliśmy w nocy bo się źle czułam. - powiedziała Anne.
- Lepiej się już czujesz? - zapytałam.
- Tak. Nie martw się.
Nie martw się? Martwię się! Martwię się o to czy nasi rodzice widzieli jak razem spaliśmy. Mam nadzieję że nie!
Harry znowu robił naleśniki, ja poszłam się przebrać a tata i Anne siedzieli w salonie i rozmawiali o czymś.


***


Jedliśmy śniadanie w milczeniu. Anne i tata co chwilę patrzyli się na siebie potem na nas i tak w kółko. Harry bez przerwy się na mnie gapił. To było irytujące. Nie zwracałam na to większej uwagi. Byłam skupiona na jedzeniu.
- Słyszałem że miałaś dzisiaj koszmary. - odezwał się mój ojciec.
- Ja? - nie wiedziałam o co mu chodzi. Przecież dzisiaj nie miałam żadnych koszmarów.
- Tak ty. Gdy weszliśmy do twojego pokoju dzisiaj w nocy zobaczyliśmy was razem. Harry powiedział że miałaś koszmar.
Tak, teraz już wszystko wiem. Miałam takie przeczucie że nas widzieli. Dzięki bogu Harry powiedział że miałam koszmary. Tom też zawsze ze mną śpi gdy je mam.
- Aaa, no tak. Zapomniałam o nich. - uśmiechnęłam się.
- Co Ci się śniło? - zapytał znowu.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Dziękuję. - powiedziałam i wstałam. Zabrałam swój talerz i włożyłam go do zmywarki. Poszłam do swojego pokoju aby się położyć.
Leżałam tak długo, aż zasnęłam.


"- Powiedz mi, kochanie, kto jest twoim królem?
Ja nic nie powiedziałam. Tylko tam siedziałam i czekałam aż to zrobi.
- Zapytałem Ciebie o coś. Odpowiedz mi!
Dalej nic nie mówiłam. Nawet się nie ruszałam.
- Zapytałem, kto jest twoim królem?
-T...ty, panie.
- Miło mi to słyszeć. A teraz przepraszam Cię ale muszę się Ciebie pozbyć...
- Zostaw ją!
Nagle pojawił się on.
- Nie podchodź bliżej bo ją zabije!
Przyłożył mi broń do głowy. Bałam się. Strasznie się bałam. Zaczęłam się pocić. Nagle zrobiło mi się tak gorąco. Bałam się.
- Powiedziałem nie podchodź!
Nie słuchał się. Podchodził do nas coraz bliżej wyciągając coś z tylnej kieszeni spodni.
- Jeszcze jeden krok i ją zabiję!
Podchodził jeszcze bliżej. Wyciągnął rękę z tą rzeczą przed siebie.
Usłyszałam tylko jeden głośny strzał. Nie czułam broni przy mojej głowie. Popatrzyłam się do tyłu a on tam leżał.
Tajemniczy bohater zaczął odwiązywać mnie od krzesła. Chwycił moją rękę i pobiegł do..."


Podskoczyłam na łóżku. Myślałam że dostanę zawału serca.
- Przepraszam. - powiedział Harry i zaczął zbierać kawałki rozbitego kubka z ziemi. - Zrobiłem Ci herbatę bo chyba masz gorączkę. Zrobię nową.
- Nie mam gorączki.
- Ale jesteś cała rozpalona.
- Nie ważne.
- Miałaś koszmar?
- Tak ale to jest nie ważne.
- Co Ci się śniło?
- Nic.
- Podobno rozmowa pomaga...
- Nie w tym przypadku.
Wstałam z łóżka i podeszłam do półki po papier. Przyklęknęłam przy rozbitym kubku i zaczęłam wycierać rozlaną herbatę.
- Pod umywalką w kuchni powinny być śmiatka i łopatka. Możesz po nie zajść? - zapytałam Harry'ego.
- Jasne. - powiedział zbierając kawałki naczynia, które ułożył w kupkę. Wyszedł z pokoju z garścią pełną mojego ulubionego kubka.

Posprzątaliśmy dość szybko. Nasi rodzice pojechali gdzieś do miasta. Świetnie, znowu zostaliśmy sami...
Postanowiłam że zadzwonię do Olivii, mojej kuzynki.
- Halo?
- Cześć, Olivia.
- Oo, cześć Ellie. Co tam u Ciebie?
- Nie za dobrze.
- Dlaczego? Coś się stało?
- Tak znaczy nie. - westchnęłam - Tak...
- No to opowiadaj bo się martwię!
- Poczekaj chwileczkę. Zaraz do Ciebie zadzwonię. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Szłam w stronę drzwi wyjściowych, chcąc na zewnątrz porozmawiać z kuzynką. Nie chciałam żeby Harry słyszał naszą rozmowę.
- Gdzie idziesz? - powiedział Harry wychodząc z salonu.
- Przed dom. - otworzyłam drzwi.
- Po co? - dopytywał się.
- Porozmawiać z kuzynką bo ma problemy. - wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
Jeszcze raz zadzwoniłam do Olivii i wytłumaczyłam jej wszystko. Jak się zaczęła moja przygoda z Harry'm.
- Elena, on Cię kocha! - wykrzyczała cała podekscytowana Olivia do słuchawki.
- Nie prawda.
- Jestem pewna że Cię kocha!
- Masz na myśli jak siostrę? Tak, masz rację. Kocha mnie jak siostrę.
- Siostrę się całuje?
Nic nie odpowiedziałam tylko lekko westchnęłam.
- No właśnie. Widzisz? Zakochał się w tobie.
- Nie, to nieprawda! Wymyślasz sobie głupoty i próbujesz mi je wmówić ale Ci się nie uda!
- Elena, otwórz oczy! Przypomnij sobie jeszcze raz co się wydarzyło między tobą a Harry'm. Przemyśl to i daj mi rację bo ją mam.
- Nie, nie masz! Chciałabym go nigdy nie poznać. Może moje życie byłoby wtedy lepsze? Nie mam ochoty rozmawiać, pa. - rozłączyłam się i zaczęłam płakać.
Wbiegłam do domu ignorując Harry'ego.
- Elena, zaczekaj!
Rzuciłam się na moje łóżko i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Harry pobiegł za mną. Uklęknął przede mną.
- Elena, przepraszam. Przepraszam że mnie poznałaś. Przepraszam że tutaj jestem. Przepraszam że zepsułem Ci życie. Przepraszam. Nie chciałem. - powiedział i wyszedł.
Słyszał? Podsłuchiwał jak rozmawiałam przez telefon? Ja nie chciałam. Nie chciałam tego powiedzieć. Dlaczego to zrobiłam? Nie chciałam...
Popłakałam jeszcze trochę i postanowiłam porozmawiać z Harry'm. Zeszłam na dół. Nie było go tam. Zauważyłam że nie ma jego butów. Na pewno wyszedł. Boże, co ja zrobiłam?
Wybiegłam z domu. Chciałam go poszukać i przeprosić.

U niego w domu go nie było. Szukałam wszędzie. Nie miałam już pomysłów gdzie by mógł być.
Byłam w krótkim rękawku a było na prawdę zimno. Czułam że zaraz będzie padał deszcz jak to w Londynie ale nie chciałam przestać go szukać. Pomyślałam że może już wrócił. Chciałam iść do domu. Nagle zaczęło padać. Zaczęłam iść szybkim krokiem. Padało coraz mocniej.
Jakiś samochód zatrzymał się obok mnie. Ktoś otworzył drzwi.
- Wsiadaj. - powiedział chłopak z czarnymi włosami.
Nie chciałam. Przecież go nie znałam.
- Nie bój się. Nic Ci nie zrobię. Wsiadaj.
Poddałam się. Wsiadłam. Wydawał się na miłego chłopaka.
- Jestem Zayn. - powiedział mulat.
- Elena.
- Fajne imię.
- Dzięki. Twoje też.
Po jakichś dziesięciu minutach byliśmy już na miejscu. Tylko nie wiem co to za miejsce.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytałam Zayn'a.
- To jest nasz dom. Często się tu spotykamy.
- Kto to jest my?
- Ja i moi znajomi. Zaraz ich poznasz.
- Nie chcę. Możesz mnie odwieźć do domu, proszę?
- Jak przestanie padać. Chodź, wysuszysz się.
Zayn wysiadł z auta. Po chwili myślenia zrobiłam to samo.

Zayn otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Gdy weszłam wszyscy się na mnie dziwnie gapili. Było tam trzech chłopaków.
- Chłopaki, to jest Elena. - powiedział mulat wchodząc do środka.
- Hej. - powiedziałam cicho. Nagle podszedł do mnie jeden z chłopaków.
- Cześć, jestem Liam a to są Niall i Louis. Miło mi Cię poznać.
- Hej. - powiedzieli Niall i Louis chórkiem.
- Chcesz się czegoś napić albo coś zjeść? Zrobię Ci może herbatę, co? - kontynuował Liam.
- Nie, dziękuję.
- Usiądź. Czuj się jak u siebie w domu. - dodał i wyszedł do jakiegoś innego pomieszczenia.
- Dziękuję. - usiadłam obok Niall'a na na kanapie.

Minęło pół godziny. Deszcz padał już trochę mniej. Rozmawiałam z chłopakami o różnych rzeczach.
Zayn wyszedł do jakiegoś pomieszczenia.
- Stary, chodź do nas. Nie siedź tam sam. - zawołał i wrócił z Coca-Colą i chipsami.
Słyszałam jak ktoś szedł do nas. To pewnie jakiś znajomy tej czwórki, z którą tu siedziałam.
Gdy pojawił się w drzwiach myślałam że to jakiś żart. Gapiliśmy się na siebie przez parę sekund. Nagle wybiegł z domu. Wstałam i zaczęłam biec za nim.
- Harry! Harry czekaj! Przepraszam.
Usiadł na jakimś murku przy ich domu. Podeszłam do niego.
- Przepraszam. - pojedyncze łzy zaczęły spływać po moim policzku. - Harry, przepraszam. Nie chciałam tego powiedzieć. Po prostu się wtedy zdenerwowałam. Przepraszam.
Stałam przed nim i płakałam. On podpierał łokcie o kolana. Twarz miał schowaną w dłoniach.
- Harry, przepraszam.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Stałam tam i go przepraszałam. Nie odzywał się. Nic nie mówił.
Nagle wstał, podszedł do mnie i bez słowa mnie przytulił.
- Przepraszam. - powiedziałam jeszcze raz bardzo cicho.
Przytulił mnie jeszcze mocniej. Czułam się trochę lepiej ale wciąż okropnie. Płakałam cały czas.
- Nie płacz. - chłopak mnie puścił i otarł kciukiem łzy, które spływały po moim policzku.
- Przepraszam. - nie wiem czemu cały czas powtarzałam to słowo. Było mi przykro, bardzo przykro.
- Nie przepraszaj. Rozumiem Cię. Przepraszam. Nie będę tobie już przeszkadzać. - powiedział i zaczął iść w stronę skąd przyszliśmy.
- Harry! - zawołałam go. On natychmiast się odwrócił w moją stronę. - Pocałuj mnie. - nie wiem co mi odbiło.
Harry powoli zaczął się do mnie zbliżać. Deszcz zaczął znowu padać. Pocałował mnie. Zrobił to tak jakby miał być koniec świata. Słyszałam jak Liam, Niall, Louis i Zayn gwiżdżą, biją brawo...



***


- Gdzie wy byliście? - zapytali się nasi rodzice jednocześnie, z czego ja i Harry się zaśmialiśmy. Ciekawe kiedy wrócili.
- Na spacerze. - odpowiedział Harry.
- W taką pogodę? Tak ubrani? Nie jest wam zimno? Zrobię wam herbaty. - mama Harry'ego nie przestawała mówić a raczej gadać...
- Nie trzeba, dziękuję. - powiedziałam i poszłam na górę.
Przebrałam się z mokrych ciuchów i wysuszyłam włosy. Zeszłam na dół. Harry i mój tata oglądali telewizje w salonie. Anne robiła kolacje.
- Mam w czymś pomóc? - zapytałam wchodząc do kuchni.
- Możesz nakryć do stołu. - Anne się uśmiechnęła jak to miała w zwyczaju.

Jedliśmy w spokoju. Ja i Harry cały czas wymienialiśmy się spojrzeniami i zachowaliśmy się trochę dziwnie. Nie chcieliśmy żeby nasi rodzice coś zauważyli. Oni się na nas gapili jak na głupich...

Po zjedzeniu kolacji ja i Anne poszliśmy spać a tata i Harry oglądali telewizje.
Zasnęłam myśląc o tym co się dzisiaj wydarzyło i co się wydarzy jutro...




________________________________________________________________________



Bardzo, bardzo was przepraszam że nic tak długo nie dodawałam ale coś mi się stało z blogger'em i nie mogłam dodawać postów...
Wynagrodzę wam to jakoś. Nie wiem jak ale na pewno coś wymyślę. Może dodam jutro dwa rozdziały albo jeden bardzo długi? Nie wiem jeszcze.
Jeszcze raz bardzo przepraszam!

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:
http://ask.fm/askme69x

Jeśli chcecie się ze mną skontaktować prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com



CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Dziękuję ♥ + Przepraszam!

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 3 część I

Obudziły mnie krople deszczu, odbijające się o ziemie i okna. Sprawdziłam godzinę. Była siódma rano.
Zeszłam na dół. Piękny zapach skierował moją osobę do kuchni.
- Co ty robisz? - zapytałam Harry'ego stojącego przy kuchence.
- Naleśniki. - odpowiedział uśmiechając się ukazując swoje śliczne dołeczki.
- Wstałeś o siódmej rano i robisz śniadanie?
- Nie. Wstałem o szóstej. Siadaj, zaraz Ci podam.
- Nie musisz mi robić śniadania i jeszcze podawać.
- Jak to nie? O kobiety trzeba dbać. - Harry położył mi talerz przed nos.
- Dziękuję.
- Smacznego.
- Smacznego.

Jedliśmy w milczeniu. Dopiero gdy skończyliśmy jeść chłopak się odezwał.
- Smakowało?
- Tak. Skąd tak dobrze gotujesz?
- Gdy byłem młodszy pracowałem w piekarni. Czasami pomagam mamie robić obiad.
- Fascynujące.
- To była ironia?
- Tym razem nie.

Pozbieraliśmy talerze i zaczęliśmy je myć.
- To co dzisiaj robimy? - zapytał mnie Harry.
- Nie wiem. Jak przestanie padać to wychodzę z domu.
- Gdzie idziesz?
- Szukać pracy.
- Już nie pada, idziemy?
- Muszę się przebrać. Przecież nie pójdę w piżamie.
- Dlaczego? Wyglądasz słodko. - uśmiechnął się zadziornie.
- Bardzo śmieszne. Pójdę się szybko przebrać i możemy iść.

Ubrałam się szybko. Przy drzwiach czekał już Harry. Złapałam jeszcze szybko jakąś kurtkę w razie gdyby było zimno i wyszliśmy.

- Jaką pracę chciałabyś dostać? - zapytał mnie Harry.
- Nie zastanawiałam się nad tym. Wezmę taką, jaką dostanę.
- Ok. Pójdziemy najpierw do mojego domu?
- Ale po co?
- Bo jest trochę zimno a ja jestem w samej koszulce.
- Aha, ok. Gdzie mieszkasz?
- Parę ulic dalej.


***


Harry poszedł się szybko ubrać. Ja stałam przed jego domem. W tym samym czasie ktoś do mnie zadzwonił.
- Hallo?
- Cześć, Elena. Co tam u Ciebie?
- Cześć, tato. Wszystko w porządku. A u Ciebie?
- Też. Tom do mnie dzwonił i powiedział że jest nad jeziorem z kolegami.
- Tak, ma zostać do poniedziałku. Kiedy wrócisz?
- Dzisiaj wracamy.
- Wracamy?
- Jak przyjadę to Ci wszystko wytłumaczę.
- Poznałeś kogoś?
- Tak, muszę kończyć. Do zobaczenia.
- Pa.
Nareszcie tata kogoś poznał. Od śmierci mamy z nikim się nie umawiał. Byłam bardzo ciekawa kim i jaka ona jest. Musi być bardzo mila jeżeli spodobała się mojemu ojcu.

- Możemy iść.
Harry nagle znikąd pojawił się obok mnie. Muszę przyznać że bardzo dobrze się ubiera.
- Pracowałeś w sklepie z ciuchami?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Bo fajnie się ubierasz. - chłopak zachichotał.
- To że pracowałem w piekarni i dobrze gotuję, nie znaczy że jak się dobrze ubieram pracowałem w sklepie z ciuchami. - tym razem to ja się zaśmiałam.

Chodziliśmy przez Londyn, poszukując jakiejś ciekawej pracy. Niestety nie znaleźliśmy takiej.
- Może zostanę kelnerką?
- Kelnerką? - Harry się zaśmiał. - Ty powinnaś zostać modelką.
- Co to ma znaczyć?
- Nic. Tylko to że jesteś ładna i doskonale się nadajesz na modelkę.
- Przepraszam?
- Oglądałem wasze rodzinne zdjęcia w salonie i stwierdziłem że jesteś bardzo fotogeniczna.
- Emm... Dziękuję? Mój pomysł jest lepszy.
- Naprawdę tak myślisz?
- Tak.
- Nie wierzę Ci.
- Nie musisz mi wierzyć. Ważne że ja w to wierzę.
- Jak chcesz. Idziemy szukać dalej?
- Nie, zaraz zacznie padać. Już kropi.
- W takim razie wracamy do domu.

Szliśmy powoli. Deszcz padał coraz bardziej. Zaczęliśmy iść szybciej. Nagle zaczęło lać jak z cebra.
Harry złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę jakiejś kawiarni. Schowaliśmy się pod daszkiem. Chłopak przywarł mnie plecami do ściany a sam stał przede mną i trzymał mnie za ręce. Patrzyliśmy sobie cały czas w oczy. Harry coraz bardziej przybliżał swoją twarz do mojej. Nie wiedziałam co się dzieje. Wyszeptałam bardzo cicho "Harry". On nic nie powiedział. Zbliżył nasze twarze do odległości minimalnej i lekko pocałował. Na początku nie bardzo wiedziałam co mam zrobić ale w końcu oddałam pocałunek. Harry całował mnie coraz namiętniej. Puścił moje dłonie i położył na mojej talii. Ja położyłam moje ręce na jego kark. Całowaliśmy się jeszcze przez krótką chwilę.
Gdy zdałam sobie sprawę z tego co się właśnie dzieje, gwałtownie odepchnęłam Harry'ego od siebie.
- Co się stało? - zapytał zaskoczony chłopak.
- Czemu mnie pocałowałeś?
- Czemu oddałaś pocałunek?
- Pod wpływem emocji.
- Ja też.
Wzięłam głęboki wdech i wydech.
- Zapomnijmy o tym.
- Ale...
- Po prostu o tym zapomnij.
- Elena, jak mam o tym zapomnieć?
- Normalnie. Po prostu o tym nie myśl. To się nigdy nie wydarzyło. Tak?
- Tak.
- Dobrze.
Deszcz przestał padać. Postanowiliśmy że wrócimy do swoich domów osobno.


***


Chciałam otworzyć dom ale zauważyłam że drzwi są otwarte. Pomyślałam że tata pewnie wrócił. Weszłam do środka i na korytarzu rozebrałam buty i kurtkę.
- Tato?
Nagle ktoś wyszedł z salonu.
- Cześć, Elena. - tata przytulił mnie.
- Kiedy przyjechałeś?
- Niedawno. Ubierz coś ładnego. Zaraz idziemy na kolacje.
- Jaką kolację?
- Nie chcesz poznać mojej nowej dziewczyny?
- No pewnie że chcę. Jaka ona jest?
- Poznasz ją niedługo. Ma dzieci w twoim i Tom'a wieku. Ale będzie tylko jej syn. Idź się przebież bo zaraz jedziemy.
- Ok. 
Poszłam do mojego pokoju i od razu rzuciłam się na moją wielką szafę. Dość długo szukałam czegoś odpowiedniego. Nareszcie dobrałam elegancki komplet.
Pomalowałam sobie paznokcie na czerwono. Gdy wyschły umyłam się i ubrałam. Włosy uczesałam w wysokiego eleganckiego koka i szybko zrobiłam makijaż. Ostatni raz spojrzałam w lustro i stwierdziłam że nawet dobrze wyglądam.
Zeszłam na dół gdzie czekał już na mnie tata.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział, gdy mnie zobaczył.
- Dziękuję. Ty też nieźle wyglądasz.
Miał na sobie czarną marynarkę, białą koszule i czarny krawat.


***


Dojechaliśmy do jakiejś restauracji, w której nigdy jeszcze nie byłam. Wyglądała na bardzo drogą co dla nas raczej nic nie znaczyło, ponieważ mamy tyle pieniędzy że z uszu nam wychodzą.
Wysiadłam z auta i skierowałam się w jej stronę. Tata szedł obok mnie.
- Tato, ja za chwilę przyjdę.
- Na pewno?
- Tak, na pewno.
- Dobrze. To my czekamy w środku.
- Mhm.
Tata wszedł do środka. Byliśmy trochę spóźnieni dlatego pewnie tak mu się śpieszyło.
Postanowiłam zadzwonić do Tom'a.
- Słucham?
- Hej Tom. Co tam?
- Siema siostra. Spoko, a tam? Słyszałem że macie dzisiaj jakąś kolacje z nową dziewczyną taty czy coś.
- Tak, oni siedzą już w restauracji i na mnie czekają. Boję się trochę.
- Czego? Z tego co mówił tata ona jest bardzo miła. Nie przejmuj się.
- Może masz rację?
- Nie może tylko na pewno. Muszę kończyć. Zadzwonię do ciebie jutro i mi opowiesz jak było, dobra?
- Ok, pa.
- Pa.
Włożyłam telefon do torebeczki i weszłam do środka. Wzrokiem błądziłam po sali aż w końcu znalazłam mojego tatę i jego dziewczynę na samym końcu sali.
- Przepraszam że tak długo mnie nie było ale Tom dzwonił. - tata wstał i pomógł mi rozebrać marynarkę. usiadłam obok niego.
- Nic się nie stało. Elena, to jest Anne. Anne, to jest Elena.
- Miło Cię poznać, Elena. Dużo o tobie słyszałam. - podałyśmy sobie dłonie.
- Mi też jest miło panią poznać.
- Bądźmy na ty, proszę.
- Dobrze.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
- Za chwilę powinien przyjść mój syn. Jest w twoim wieku.
Nic nie powiedziałam tylko się lekko uśmiechnęłam. Uśmiech zaraz zszedł mi z twarzy gdy zobaczyłam kto zmierza w naszym kierunku. Miał wielkiego banana na twarzy. Ciekawe z czego się tak cieszył?
Gdy on podszedł do naszego stolika Anne w momencie wstała.
- Harry, to jest...
- Elena. Miło Cię znowu spotkać.
- Mi też jest miło Cię znowu widzieć Harry.
Anne I chłopak usiedli.
- Znacie się? - zapytał mój ojciec zdziwiony. Anne też była bardzo zdziwiona.
- Tak. - odpowiedział Harry. - Spotkaliśmy się przez przypadek na ulicy.
Nasi rodzice się do nas uśmiechnęli. Nic nie powiedzieli.
Właśnie dostaliśmy karty menu. Każdy szukał coś, na co miał ochotę. Każdy oprócz Harry'ego. On cały czas się na mnie patrzył. Nie spuścił mnie z oka ani na sekundę. Na moje nieszczęście siedział naprzeciwko mnie. Ja siedziałam obok taty a przed tatą Anne.
Jego spojrzenie mnie irytowało. Czemu mi się tak przyglądał? Było coś ze mną nie tak?
- Chcą państwo już zamówić? - zapytał kelner.
Zamówiliśmy jedzenie i siedzieliśmy w milczeniu. Anne i tata cały czas się na siebie patrzyli, Harry bez przerwy mnie obserwował a moje palce stały się nagle bardzo interesujące.
Na szczęście kelner szybko przyniósł nam nasze zamówienia.
Nasze gołąbki jedli i co chwilę gadali a ja i Harry jedliśmy w milczeniu. Oczywiście Harry nie przeżyłby gdyby się na mnie cały czas nie gapił. Ja byłam bardzo skupiona na moim jedzeniu.
- Czemu z nami nie rozmawiacie? -zapytała nagle Anne.
- Nie chcemy wam przeszkadzać. - odpowiedział jej Harry. Ja odruchowo na niego spojrzałam. Chyba to zauważył bo się uśmiechnął.
- Nie przeszkadzacie nam. - wtrącił mój ojciec.
- Przepraszam. - powiedziałam i wstałam.
- Gdzie idziesz? - zapytał tata.
- Na spacer. Źle się czuję. - zabrałam moją marynarkę i torebkę i skierowałam się w stronę wyjścia.
- Idę z tobą. - oświadczył Harry i poszedł za mną.
Specjalnie przez niego stamtąd uciekam a on jeszcze ze mną idzie. Świetnie.

- Elena, czekaj! - wołał za mną Harry ale ja to ignorowałam. - Zaczekaj!
Harry podbiegł do mnie.
- Czego chcesz? - zapytałam raczej ostrym głosem.
- Porozmawiać.
- Nasi rodzice bardzo chcą z nami rozmawiać. Idź pogadaj z nimi.
Szliśmy wzdłuż jakiejś rzeki lub jeziora. Nie widziałam dokładnie bo było już ciemno a pojedyncze latarnie stojące parę metrów od siebie słabo świeciły.
- O czym mam z nimi gadać?
- O czym masz gadać ze mną?
- Elena, proszę.
- Daj mi spokój.
- Elena... - Harry złapał mnie za rękę.
- Odczep się ode mnie! - powiedziałam i szarpnęłam ręką tak mocno, że wpadłam na barierki a dokładniej na małą bramkę, która się otworzyła. Zdążyłam upuścić marynarkę i torebkę na podłogę, zanim wpadłam do wody.
- Elena!!! - wykrzyczał Harry.
Rozebrał szybko swoją marynarkę i buty, po czym wskoczył za mną do rzeki. Złapał mnie jedną ręką a drugą wyłowił moje buty z wody i rzucił je obok reszty naszych rzeczy. Szybko przełożył jego jedną rękę pod moje plecy a drugą pod ugięciem kolana. Podpłynął do dróżki, którą szliśmy. Złapałam się barierek. W tym samym czasie Harry wyszedł z wody i od razu pomógł również mi wyjść.
Położył mnie na jego marynarce a on pochylał się nade mną.
- Boże, Elena. Wiesz jak mnie wystraszyłaś? - mówił ciężko oddychając.
Ja też bardzo ciężko oddychałam ale powoli mi przechodziło.
Znowu patrzeliśmy sobie w oczy. Tym razem nie pocałowaliśmy się. Na szczęście.
- O mój boże! Harry, Elena! Nic wam nie jest? - zaczęła krzyczeć Anne, cała przejęta tym, co zobaczyła. Czyli nas całych mokrych.
- Nie. Nic się nie stało. - odpowiedziałam.
Tata i Anne stali tam obok siebie, nie ruszali się w ogóle. Mieli miny jakby zobaczyli ducha.
- To chyba nici z imprezy. - powiedział mój tata wyraźnie smutny.
- Jakiej imprezy? - zapytałam się ciekawa.
- Moja koleżanka z pracy ma dzisiaj imieniny i nas zaprosiła. - odpowiedziała mi Anne.
- Ja mogę zawieść Elenę do domu a wy jedźcie na tą imprezę.
- Na prawdę?
- Tak, mamo. Na prawdę.,
- Dziękuję. To my już jedziemy. Do jutra! - powiedziała mama chłopaka, który wciąż nade mną wisiał, bardzo podekscytowana.
- Do jutra? - powtórzyłam brzmieniem pytania.
- Tak, zostajemy u niej na noc. - tym razem mój tata się odezwał.
Ja już nic więcej nie powiedziałam. Nie wiedziałam co.
- Ok, to pa. - powiedział Harry.
Nasi rodzice poszli radośni w stronę naszego samochodu.


***


- Jedziemy do mnie czy do Ciebie? - zapytał Harry, gdy już byliśmy w jego aucie.
- Do mnie. - odpowiedziałam.
- Ale najpierw jedziemy do mnie bo muszę się przebrać
- Ok.

Gdy byliśmy już na miejscu, Harry kazał mi wejść do środka, abym się trochę rozgrzała.
- Ubierz to. - powiedział Harry podając mi jego czarną bluzkę i dresy. - Jak pojedziemy do Ciebie to się przebierzesz.
- Gdzie jest łazienka?
Chłopak mi pokazał gdzie jest.
Gdy się przebraliśmy od razu pojechaliśmy do mnie.


***



Wysiadłam z auta i go zobaczyłam. Gapiłam się w jego stronę jak głupia. Stał przed moim domem
- Kto to jest? - zapytał mnie Harry?
Stanął obok mnie i również gapił się w jego stronę.
- To jest...




CIĄG DALSZY NASTĄPI...


______________________________________________________________________


Dziękuję za przeczytanie.
Przepraszam że skończyłam w takim momencie ale to opowiadanie jest trochę nudne i trzeba je zrobić bardziej ciekawe.
Drugą część postaram się dodać dzisiaj.

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:

Jeśli chcecie się ze mną skontaktować prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com


CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Dziękuję ♥