*z perspektywy Zayn'a*
Dlaczego? Zrobiłem coś źle? Może to przez tą kłótnie z Harry'm? Może to przez Harry'ego? Albo po prostu jest za bardzo obciążona tym wszystkim. Domyślam się że jest jej ciężko. Nie powinienem się wtrącać w jej życie. To wszystko dzieje się za szybko. Dam jej odpocząć. Co będzie potem? Nie wiem. Zostaniemy przyjaciółmi. Oczywiście jak ona tego będzie chciała. Myślę, że ten związek i tak by nie przetrwał za długo. To nawet nie był związek. Nie wiem co mi przyszło do głowy. Tylko jej bardziej skomplikowałem i tak już skomplikowane życie. Gratulacje, Zayn.
*z perspektywy Eleny*
Dni mijały jak godziny. Godziny mijały jak minuty. Minuty mijały jak sekundy. Moje życie straciło sens w mgnieniu oka. Codziennie działo się to samo. Monotonia non stop. To tak jak w szkole: musisz przeczekać całe czterdzieści pięć minut tylko po to żeby mieć tą upragnioną pięciominutową przerwę. Różnicą między życiem moim a szkołą jest przerwa, której nie doczekam się nigdy. Bynajmniej tak mi się wydaje.
Raz na czas mój ojciec postanawia do mnie zadzwonić i zapytać co tam u mnie. Ja za każdym razem odpowiadam że jest dobrze. Mój brat dzwoni częściej. Nie pyta się mnie co u mnie, bo wie, że dobrze nie jest. Opowiada mi o tym, jaką on to robi wielką karierę. Gemma też ma się dobrze. Z Anne rozmawiam rzadko. Czasami odwiedzam Olivię i jej babcię. Rozmawiamy. To jest czynność, której nie mogę robić we własnym domu. Rozmowa jest mi obca. Poza domem spotykam się z nią bardzo rzadko. Od jakiegoś czasu nie potrafię przeprowadzać normalnej konwersacji. Od jakiegoś czasu nie potrafię normalnie żyć.
- Wróciłam! - krzyknęłam wchodząc do domu.
- Elena! Nic Ci nie jest?! - co?
- Gdzie byłaś? Wiesz, która jest godzina?
- Harry, ty się dobrze czujesz? Zachowujesz się jak nasi rodzice.
- Jest przed północą. Gdzie ty tak długo byłaś?
- Chodziłam po mieście.
- Po mieście? O tej godzinie? Dlaczego nie odbierałaś telefonu?
- Wyładował mi się. A poza tym to się opanuj! Jestem pełnoletnia. Mogę robić co chcę!
- Bałem się o Ciebie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Bał się o mnie? Dlaczego? Ma mnie w dupie przez cały czas i nagle zaczął się o mnie bać?
- Jasne... - zdjęłam z siebie kurtkę i odeszłam od niego.
- Co jasne? - szedł za mną.
- Myślisz że Ci uwierzę w te twoje bajki?
- W jakie bajki? O co Ci chodzi? - gwałtownie odwróciłam się w jego stronę.
- Cały czas masz mnie w dupie i nagle zacząłeś się mną interesować. Tylko dlatego że nie było mnie pół dnia w domu?
- Nie mam Ciebie w dupie. To ty mnie ignorujesz. Nie rozmawiasz ze mną. Udajesz że mnie nie ma. Wiesz, to nie jest miłe uczucie być cały czas odtrącany przez kogoś za niewinność.
Co? Co on powiedział? Ja chyba mam coś ze słuchem!
- Za niewinność? Ty myślisz że jesteś niewinny? To ty mnie cały czas ranisz.
- Przepraszam jeżeli Cię ranię. Nie wiedziałem że gdy jesteś w mojej obecności czujesz się zraniona.
- Nie czuję się zraniona w twojej obecności. To twoja obecność mnie rani.
Harry nic nie odpowiedział. Stał i patrzył się na mnie. Zaczął się zbliżać. Był coraz bliżej mnie. Dwa metry, jeden metr, pięćdziesiąt centymetrów, pięć centymetrów, dwa centymetry, zero. Poczułam jego usta na moich. Opierałam się o ścianę plecami. Chłopak oplótł swoje dłonie wokół mojej talii. Moje ręce znajdowały się w okolicach jego obojczyków. Powoli traciłam powietrze. Odsunął się ode mnie minimalnie. Spojrzał szybko w moje oczy. Oparł swoje czoło o moje. Oddychaliśmy szybko. Powietrze było tak cenne. Nie mogłam się nasycić tlenem.
- Harry... - szpnęłam.
- Ciii. nic nie mów. - powiedział.
Wziął mnie na ręce i zaprowadził do salonu. Położył mnie na kanapie. Włączając telewizor usiadł obok mnie.
- Kiedy Harry poznał Sally? Oglądałam to już tysiąc razy.
- Ja też ale mogę go obejrzeć tysiąc jeden razy a nawet więcej.
Usiadłam. Harry przerzucił jedną rękę za moją głowę. Wtuliłam się w niego. On objął mnie swoimi ramionami. Siedzieliśmy i oglądaliśmy film aż odpłynęłam w błogi sen.
- Wróciłam! - krzyknęłam wchodząc do domu.
- Elena! Nic Ci nie jest?! - co?
- Gdzie byłaś? Wiesz, która jest godzina?
- Harry, ty się dobrze czujesz? Zachowujesz się jak nasi rodzice.
- Jest przed północą. Gdzie ty tak długo byłaś?
- Chodziłam po mieście.
- Po mieście? O tej godzinie? Dlaczego nie odbierałaś telefonu?
- Wyładował mi się. A poza tym to się opanuj! Jestem pełnoletnia. Mogę robić co chcę!
- Bałem się o Ciebie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Bał się o mnie? Dlaczego? Ma mnie w dupie przez cały czas i nagle zaczął się o mnie bać?
- Jasne... - zdjęłam z siebie kurtkę i odeszłam od niego.
- Co jasne? - szedł za mną.
- Myślisz że Ci uwierzę w te twoje bajki?
- W jakie bajki? O co Ci chodzi? - gwałtownie odwróciłam się w jego stronę.
- Cały czas masz mnie w dupie i nagle zacząłeś się mną interesować. Tylko dlatego że nie było mnie pół dnia w domu?
- Nie mam Ciebie w dupie. To ty mnie ignorujesz. Nie rozmawiasz ze mną. Udajesz że mnie nie ma. Wiesz, to nie jest miłe uczucie być cały czas odtrącany przez kogoś za niewinność.
Co? Co on powiedział? Ja chyba mam coś ze słuchem!
- Za niewinność? Ty myślisz że jesteś niewinny? To ty mnie cały czas ranisz.
- Przepraszam jeżeli Cię ranię. Nie wiedziałem że gdy jesteś w mojej obecności czujesz się zraniona.
- Nie czuję się zraniona w twojej obecności. To twoja obecność mnie rani.
Harry nic nie odpowiedział. Stał i patrzył się na mnie. Zaczął się zbliżać. Był coraz bliżej mnie. Dwa metry, jeden metr, pięćdziesiąt centymetrów, pięć centymetrów, dwa centymetry, zero. Poczułam jego usta na moich. Opierałam się o ścianę plecami. Chłopak oplótł swoje dłonie wokół mojej talii. Moje ręce znajdowały się w okolicach jego obojczyków. Powoli traciłam powietrze. Odsunął się ode mnie minimalnie. Spojrzał szybko w moje oczy. Oparł swoje czoło o moje. Oddychaliśmy szybko. Powietrze było tak cenne. Nie mogłam się nasycić tlenem.
- Harry... - szpnęłam.
- Ciii. nic nie mów. - powiedział.
Wziął mnie na ręce i zaprowadził do salonu. Położył mnie na kanapie. Włączając telewizor usiadł obok mnie.
- Kiedy Harry poznał Sally? Oglądałam to już tysiąc razy.
- Ja też ale mogę go obejrzeć tysiąc jeden razy a nawet więcej.
Usiadłam. Harry przerzucił jedną rękę za moją głowę. Wtuliłam się w niego. On objął mnie swoimi ramionami. Siedzieliśmy i oglądaliśmy film aż odpłynęłam w błogi sen.
_______________________________________________________
Przepraszam ale nie mam zbytnio czasu by poświęcić go na pisanie dłuższych rozdziałów. Szkoła, problemy prywatne... Przepraszam.
Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:
Jeśli chcecie skontaktować się ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Dziękuję ♥
<3
OdpowiedzUsuńFauny :) czekam na next
OdpowiedzUsuńCudo czekam na nastepne rozdział <3
OdpowiedzUsuń