piątek, 23 sierpnia 2013

Informacja

 Następny rozdział pojawi się w roku szkolnym ponieważ nie miałam dostępu do blogger'a przez dłuższy czas i nie będę go miała do końca wakacji.
Przepraszam że was nie poinformowałam ale nie miałam możliwości.
PRZEPRASZAM jeszcze raz.
Jest mi z tego powodu bardzo przykro!
Kocham was. Przepraszam! ♥

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 6

Dzisiaj rano wszyscy wyjechali. Nagle w domu zrobiło się tak pusto. Tata pojechał do Holmes Chapel ułożyć sobie życie. Tom poleciał do USA z jego znajomymi bo chce zacząć karierę muzyczną. Gemma pojechała do Manchester kontynuować studia. Harry poszedł na zakupy. Ja jestem umówiona z Olivią i też zaraz wychodzę.  Świetnie. Po prostu życie marzeń.

- Hej! - krzyknęła Olivia.
- Cześć! - przytuliłyśmy się na przywitanie.
Siedziałyśmy w jakiejś kawiarni niedaleko mojego domu.
- No opowiadaj. Jak tam?
- Źle.
- Dlaczego? Coś się stało?
- To długa historia.
- Ja mam czas. No dalej bo mnie ciekawość zżera!
Opowiedziałam jej wszystko od początku. Jak to się wszystko zaczęło. Zaczynając od tego jak wpadłam na Harry'ego na ulicy, kończąc na dzisiejszym dniem.
Olivia była bardzo zdziwiona. Nie wiedziała co powiedzieć a jej mina była przekomiczna. Wydusiła z siebie tylko trzy słowa. (Jeżeli "o" się liczy jako słowo.)
- O mój boże...
- Wiem.
- Ale te sny... Śnią Ci się jeszcze?
- Wiesz, od jakiegoś czasu już nie. Mam nadzieję że nie powrócą.
- A kto był tym mordercą?
- Luke. - Olivia w jednym momencie zbladła.
- A bohaterem?
Na to pytanie wolałam nie odpowiadać ale stwierdziłam, że nie ma sensu kłamać. I tak już za dużo powiedziałam.
- Harry. - teraz dziewczyna była przeźroczysta.
- Dziwne... - kuzynka była trochę zmieszana. - Super że teraz mieszkacie sami! - uśmiechnęła się.
- Co? Nie, to nie jest super. Ani trochę! To jest okropne!
- Dlaczego? Możecie teraz porozmawiać spokojnie. Wyjaśnić sobie wszystko. Nikt wam nie będzie przeszkadzał. - przydała by się rozmowa. - Może coś z tego wyjdzie. Może będziecie jeszcze razem...
Zaczęłam się dusić. Zajebisty moment wybrała żeby to powiedzieć. Akurat gdy piłam kawę.
- Nic Ci nie jest?
- Nie. Jak razem? Ty myślisz że ja będę z Harry'm?
- No tak. Z tego co mi o nim powiedziałaś stwierdziłam że pasujecie do siebie.
- Nie bądź śmieszna, proszę Cię. Ty na prawdę myślisz że będę chodzić z moim przyszywanym bratem?
- Tylko dlatego nie chcesz z nim chodzić? Bo jesteście rodziną? A co jak nie wyjdzie waszym rodzicom?
- Nie, nie tylko dlatego. Nie kocham go i on nie jest w moim typie. A naszym rodzicom wyjdzie! Nie po to wyprowadzili się tak daleko żeby ze sobą zerwać.
- Ok, mów co chcesz.
Czemu wszyscy ostatnio są tacy upierdliwi? Czy ja nie mogę mieć swojego zdania, życia? Doceniam to że się martwią ale bez przesady! To robi się już nudne.
- Słuchaj ja muszę już lecieć. Obiecałam babci że pójdę z nią na zakupy.
Olivia mieszkała z moją ciocią czyli jej babcią. Jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym gdy miała dwa latka. Od tego czasu jej babcia się nią opiekuje. Teraz ma osiemnaście. Mama Olivii i moja mama były kuzynkami. Były... Teraz nie żyją...
Pożegnałyśmy się.

Szłam powoli. Nie chciałam spędzać za dużo czasu z Harry'm. Nie chciałam wiedzieć co się teraz wydarzy. Chciałam swoje dawne życie z powrotem. To jest za skomplikowane.
Z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos.
- Cześć.
- Cześć, Niall.
- Co z Harry'm? - następny...
- Co ma z nim być?
- Spotkałem go w sklepie przed chwilą. Jakiś taki przybity był. Nie chciał nawet ze mną gadać. Ty też wydajesz się nie być w humorze.
- Co? Ja mam świetny humor. Na prawdę.
- No skoro tak mówisz... - szliśmy przez park. - Jak tam wasza rodzinka?
- Beznadziejnie.
- Dlaczego?
- Tata i mama Harry'ego wyprowadzili się do Holmes Chapel.
- Tak daleko? Po co?
- Chcą ułożyć sobie życie. Tom wyjechał do stanów robić karierę muzyczną ze znajomymi a Gemma wróciła do Manchester. Zostałam ja i Harry.
- Nieźle. Nie cieszysz się że masz teraz spokój?
- Nie. Szczerze mówiąc wolałabym żeby nikt nigdzie nie wyjeżdżał. Tak pusto teraz jest...
- Będzie dobrze. Nie martw się. Ja lecę, do zobaczenia.
- Pa.
"Będzie dobrze. Nie martw się". Powtarzałam sobie to w myślach aż doszłam pod dom.
Weszłam do domu i poczułam piękny zapach. Podążyłam do kuchni. Zobaczyłam w niej Harry'ego gotującego coś.
- Cześć. - skąd on wiedział że tu jestem? Przecież stał tyłem do mnie.
- Hej. - odpowiedziałam.
- Jak tam u kuzynki? - zapytał obojętnie.
- Dobrze. Jak tam na zakupach?
- Dobrze.
- Mhm.
Prawie każda nasza rozmowa tak wyglądała. Obojętnie. Nikt z nas nie był za bardzo zainteresowany drugą osobą.
Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu telewizji... Strasznie nudno się zrobiło. Tak na prawdę to w ogóle nie rozmawialiśmy. Pierwszymi czasy gdy się poznawaliśmy nie mogliśmy przestać ze sobą gadać. A teraz? Zero komunikacji. Smutne.



*z perspektywy Harry'ego*



- Idę spać. - powiadomiła mnie Elena i poszła na górę.
Ja tam siedziałem i oglądałem jakiś strasznie monotonny serial. Głupek ze mnie. Cały dzień siedzieliśmy razem w domu a ja nawet jej nie przeprosiłem. Czemu nawet nie zagadałem do niej? Idiota. Nawet nie wiem dlaczego jesteśmy na siebie obrażeni. Nawet nie wiem czy ja jestem obrażony. Nie mam za co przecież.
Odkąd poznałem Elenę nie jestem już taki przybity jaki byłem przez całe życie. Zacząłem się uśmiechać, zacząłem być szczęśliwy. Potem okazało się że jesteśmy tak jakby rodzeństwem. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Teraz nawet ze sobą nie rozmawiamy. Znowu stałem się tym smutasem a co gorsze Elena też nie wydaje się mieć dobry humor. Przeze mnie jest cały czas smutna i wkurzona. Smutno mi się robi jak na nią patrze. Jak się uśmiecha jestem taki szczęśliwy. Wtedy też mam ochotę się uśmiechnąć.
"When you smile, I smile."
Kiedy ona płacze ja też chcę płakać.
"When you cry, I cry."
Nie wiem co się ze mną dzieje. Nigdy nie przejmowałem się jakąś osobą tak bardzo jak nią. Jakąś. Elena nie jest jakaś. Ona jest inna. Jest lepsza. Czy ja się zakochałem? Nie wiem. Nie znam takiego uczucia jakim ją obdarowuję. Nie wiem co ona ze mną robi. Wystarczy że jestem z nią w jednym pomieszczeniu i już przechodzą mnie ciarki. Jak już mówiłem nie wiem co to za uczucie ale jest przyjemne. Bardzo przyjemne.
Cieszę się że ją spotkałem.
Interesuje mnie tylko jeszcze jedna rzecz. Dlaczego jest do mnie wrogo nastawiona a jak ją wziąłem nad to jeziorko to się cieszyła? "Nigdy nie zrozumiem kobiet" Powinienem to teraz powiedzieć ale nie mogę bo ona nie jest jak wszystkie. Nigdy nie zrozumiem Eleny. Tak, to pasuje.




__________________________________________________________________________



Tak, wiem że ten rozdział jest bardzo krótki. Specjalnie.
Ale nie bójcie się, następny nie będzie taki krótki. :)

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:
 http://ask.fm/askme69x

Jeżeli chcecie skontaktować się ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com




 CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Dziękuję ♥

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 5

*z perspektywy Harry'ego*



- Wróciłam! - usłyszałem głos Eleny.
Gdy weszła do pomieszczenia była wyraźnie zdziwiona. Nagle wszyscy się na nią rzucili. Po przywitaniu się poszła gdzieś i wróciła przebrana w śliczną sukienkę. Wyglądała na prawdę dobrze.
Usiadła naprzeciwko mnie. Cieszyłem się że będę miał ją na widoku.
Każdy o czymś rozmawiał oprócz Eleny. Gemma czasami do niej zagadywała. Nie mogłem odlepić od niej wzroku. W pewnym momencie ona spojrzała na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Miała takie błękitne i piękne oczy. Chyba się zawstydziła bo odwróciła wzrok ode mnie.
- Czemu nie rozmawiacie? -zapytała moja mama.
Myślałem że Elena odpowie ale tak się nie stało.
- Elena jest myślami całkiem gdzie indziej. - wiem że nie powinienem. Byłem wkurzony że zadaje się z Zayn'em. Postanowiłem się trochę z nią podrażnić. Miałem nadzieję że Gemma zacznie krępującą dla Eleny rozmowę.
- Czy to znaczy że poznałaś jakiegoś fajnego chłopaka? - dziękuję siostrzyczko. - No opowiadaj jaki on jest? Jak ma na imię? Ładny?
Czułem że Elena jest zawstydzona i wkurzona na mnie.
- No, poopowiadaj trochę o nim. Jaki on jest? - dziewczyna zaraz nie wytrzyma. Wiem to.
- Przepraszam. - wstała od stołu i pobiegła chyba do jej pokoju.
Wygrałem ale nie czułem się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie. Mogłem sobie odpuścić. Cóż, już jest za późno.
Po jakiejś godzinie wszyscy poszli. Zostałem tylko ja, Gemma, Tom i rodzice.
Wszyscy poszli spać. Gdy szedłem do swojego pokoju chciałem zobaczyć czy wszystko ok z Eleną.
Zapukałem ale nie dostałem odpowiedzi. Otworzyłem drzwi i wychyliłem głowę. Zobaczyłem jak dziewczyna leży w sukience i butach. Wyglądała jak śpiąca królewna. Zaśmiałem się cicho. Była piękna.
Rozebrałem jej buty. Pogrzebałem trochę w jej szafie i znalazłem jakieś dresy i koszulkę. Zdjąłem delikatnie sukienkę z dziewczyny i ubrałem jej wcześniej znalezione ubrania. O dziwo się nie obudziła. Położyłem ją wygodnie na łóżku i przykryłem kołdrą. Źle dzisiaj postąpiłem. Mam nadzieję że to się nie powtórzy.



*z perspektywy Eleny*



Obudziłam się. Była dziewiąta rano. Wstałam z łóżka. Zobaczyłam na biurku dokładnie poskładaną sukienkę, którą miałam wczoraj na sobie oraz buty, stojące obok biurka. Spojrzałam w lustro, które znajduje się na drzwiach szafy. Miałam na sobie koszulkę i dresy. Kto mnie przebrał i jak to zrobił że się nie obudziłam? Dziwne.
Zeszłam na dół. Wszyscy jedli śniadanie.
- Dzień dobry. - powiedziałam zaspana. Wszyscy mi odpowiedzieli "dzień dobry" albo "hej".
Dosiadłam się do stołu.
- Ellie, może pójdziemy do centrum handlowego? - powiedziała Gemma gdy myłyśmy naczynia.
Powinnam być zła na nią za wczoraj? Nie wiem. Chyba nie. Przecież to nie jej wina.
- Jasne. - uśmiechnęłam się do niej.
- Super. Harry nas zawiezie, ok?
- Może się przejdziemy? - zaproponowałam.
- Nie chce mi się. Autem jest wygodniej i szybciej. Ubierz się zaraz jedziemy.
Ubrałam się na luzie. Nie chciało mi się kupować ciuchów. Nawet torebki nie wzięłam. Nie miałam zamiaru siedzieć cały czas w domu z wiecie kim i chciałam poznać Gemmę. Tylko dlatego się zgodziłam.
Siedziałam w samochodzie z Harry'm. Czekaliśmy aż Gemma łaskawie do nas dołączy.
- Ładnie wyglądasz w bieliźnie. - Harry spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
Czyli to on mnie przebrał? Świetnie. Właśnie tego się spodziewałam.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Pomyślałem sobie że niewygodnie jest spać w sukience i butach na obcasach.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Spałeś tak kiedyś?
- Nie ale mogę spróbować jak mi pożyczysz sukienkę. - znowu się uśmiechnął. Ugh, jak ja tego nienawidzę.
- Sorry. - powiedziała Gemma wchodząc do auta.
-Nie ma sprawy. To dokąd panie sobie życzą?

Przez całą drogę Harry co chwilę patrzył się na mnie przez przednie lusterko. Jechaliśmy dwadzieścia minut. Były straszne korki. Gdy dojechaliśmy myślałam że zabiję Gemmę.
- Harry, chodź z nami. - ugh.
- Po co nam Harry? Na pewno ma ważniejsze sprawy do załatwienia. Chodź. - pociągnęłam Gemmę w stronę wejścia.
- Pomoże nam przy wybieraniu ciuchów czy coś. Chodź braciszku.
Modliłam się żeby się nie zgodził.
- Z wielką chęcią. - wyszczerzył się jak głupi.
Nie, nie, nie, nie, nie!
Chodziliśmy po różnych sklepach. Ja tylko oglądałam ciuchy i pomagałam Gemmie. Harry stał przy wejściu i opierał się o szklane drzwi. Bawił się telefonem. Wiedziałam że cały czas patrzy się w moją stronę. Co on ode mnie chciał? To było irytujące. Wyobraź sobie że pomagasz koleżance wybierać ładne ciuchy a osoba, którą najchętniej byś udusiła obserwuję Cię cały czas.
- Gemma! - odwróciłam się. Zobaczyłam jak chyba jakaś jej koleżanka się z nią wita.
Podeszłam do nich.
- Kate, to jest Elena. - powiedziała Gemma.
- Hej. - powiedziałyśmy w tym samym czasie.
- Dzień dobry pani.
- Ooo, pan Styles. No proszę, proszę. - Kate jest chyba najlepszą przyjaciółką Gemmy. Tak wygląda.
- Może wy sobie pogadacie bo się dawno nie widziałyście a my gdzieś pójdziemy. - słucham? O czym on mówił? Dziewczyny mają sobie gadać a ja mam z Harry'm gdzieś iść? No chyba nie.
- Świetny pomysł. - czemu Gemma zawsze musi być taka radosna i zgadzać się ze wszystkim?
- Miło było Cię poznać, Elena.
- Nawzajem. - Kate jest nawet fajna.

Wyszliśmy z Harry'm przed budynek.
- No to pa. - powiedziałam i chciałam iść do domu.
- Czekaj. Mieliśmy gdzieś iść.
- Razem? Nigdzie nie idę! Do widzenia.
Chciałam się odwrócić i kontynuować spacer do domu ale Harry mnie zatrzymał. Przerzucił mnie sobie przez ramię. Co za bezczelny idiota!
- Puszczaj mnie! - biłam go w plecy ale nie odpuszczał.
Byliśmy w centrum miasta! Boże, jaka siara...
- Harry puść mnie!
Podeszliśmy do jego samochodu. On go otworzył i posadził mnie na miejscu pasażera. Gdy zamknął drzwi i odszedł chciałam uciec. Zamknięte. Zablokował mi drzwi? Nie, no coraz lepiej.
Gdy usiadł na miejscu kierowcy zaczęłam się po nim wydzierać.
- Harry, otwórz te cholerne drzwi!
- Jesteś słodka jak się złościsz.
Myślałam że zaraz nie wytrzymam. Gdybym była Hitlerem już dawno bym zabiła Harry'ego sto razy. Jak można być tak egoistycznym?
Odpalił samochód i ruszył do... gdzie my w ogóle jedziemy?
- Gdzie jedziemy?
- Jeśli mam być porywaczem nie mogę Ci tego zdradzić.
On sobie chyba żartuje!
- Świetnie. Teraz jesteś porywaczem, za chwilę staniesz się gwałcicielem a potem przemienisz się w seryjnego morderce. Taki masz plan?
- Gwałciciel? Jaka chętna. - wielki, ogromny banan pojawił się na jego twarzy.
- Zboczeniec.
- To ty pierwsza powiedziałaś że chcesz żebym był gwałcicielem.
- Nie chcę!
On się tylko zaśmiał. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak zdenerwowana.

Jechaliśmy dość długo. Wyjechaliśmy poza miasto. Wjechaliśmy w jakiś las. Zaczęłam się trochę bać. Miałam nadzieję że Harry nie jest gwałcicielem i nie pracuje dla żadnej mafii. Moja wyobraźnia czasami jest niemożliwa do zrozumienia. Gdyby Harry był gwałcicielem już dawno by mnie zgwałcił. Wjechaliśmy bardzo głęboko w las.
- Jesteśmy. - powiedział zatrzymując się.
- Gdzie jesteśmy? - nie odpowiedział.
Wysiadł z samochodu. Podszedł do mnie, otworzył mi drzwi i pomógł wyjść. Ten las był taki...mroczny? Jak z jakiegoś horroru.
- Harry gdzie do cholery jesteśmy?
- Chodź. - złapał mnie za rękę. Normalnie to bym ją teraz wzięła ale się bałam.
Wyszliśmy z lasu i ukazał mi się niesamowity krajobraz. Jeziorko, obok niego stał jakiś domek. Parę metrów od domku stało duże drzewo. Było inne jak te w lesie. Było takie...przyjazne? Nie wiem jak to określić. Wszędzie rosły kolorowe kwiaty. To przepiękne miejsce otaczał mroczny las. Jeszcze nigdy takiego czegoś nie widziałam.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam zachwycona.
- Chodź. - Harry splątał nasze palce. Szliśmy małą dróżką w stronę jeziorka.
Usiedliśmy na piasku. To była taka malutka plaża. Harry zerwał jakiś niebieski kwiatek i włożył mi go za ucho.
- Słodko wyglądasz. - uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Dziękuję.
- Wiesz, pierwszy raz kogoś tu przyprowadziłem. To jest moje miejsce. Jesteś pierwszą osobą, która tu była od wielu lat. Oczywiście nie licząc mnie.
- Tu jest przepięknie.
Siedzieliśmy przytuleni do siebie. Było tak romantycznie. Oczywiście nie zapomniałam o tym co zrobił wczoraj i że mnie tu zabrał wbrew mojej woli ale nie chciałam o tym myśleć. Nie chciałam zepsuć nam humoru.
- Przepraszam. - powiedział nagle Harry. Dobrze wiedziałam o co mu chodziło.
Nic nie powiedziałam tylko wtuliłam się w niego mocniej. On mnie pocałował w włosy.
Zaczęło robić się ciemno. Nie zwracaliśmy uwagi na czas. Świetnie. Pewnie nas rodzice ochrzanią.
- Harry, jedziemy już?
- Chcesz już iść?
- Nie chcę ale już jest późno.
Chłopak wstał i podał mi rękę. Podciągnął mnie do góry. Staliśmy teraz oko w oko. Patrzeliśmy sobie w oczy. Nienawidzę tego momentu. Jego oczy są takie hipnotyzujące. Byłam w nie tak wpatrzona że nie zauważyłam że Harry zbliżył nasze twarze do siebie. Pocałował mnie. Oddałam pocałunek. Przez chwilę nie myślałam. STOP! Elena, co ty robisz?! Przecież jesteś z Zayn'em! Co się ze mną dzieje? Co ten chłopak ze mną robi? Wystarczy że słyszę jego imię i całe moje ciało przechodzą dreszcze. "Harry..."
"Odkleiłam" się od niego.
- Przepraszam. - powiedziałam i pobiegłam w stronę samochodu. Harry podążył za mną.
- Elena!
- Zostaw mnie!
- Co się stało?
- Nie zbliżaj się do mnie! - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. - Otwórz auto.
Jak powiedziałam tak zrobił. Otworzył auto a ja od razu do nie wskoczyłam.
Zdezorientowany chłopak również wsiadł do samochodu. Od razu odjechał. Nie odzywaliśmy się przez całą drogę.


***


- Gdzie wy byliście? - zaatakowała nas Gemma gdy weszliśmy do domu.
- Chodziliśmy po mieście. - odpowiedział Harry i poszedł na górę.
- Idę spać. Dobranoc. - powiedziałam i poszłam do mojego pokoju.
Wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę. Położyłam się do łóżka. Zasnęłam od razu.



*z perspektywy Gemmy*



Gdy skończyłyśmy nasze zakupy poszłam razem z Kate przed centrum handlowe. O dziwo nie było tam samochodu Harry'ego. Dzwoniłam do Harry'ego i Eleny ale nie odbierali. Kate poszła do domu. Ja wzięłam taksówkę i też pojechałam. Czekaliśmy przez resztę dnia aż wreszcie przyjadą.
Usłyszałam podjeżdżający samochód. Popatrzyłam się przez okno i zobaczyłam naszych zgubów, wysiadających z auta. Gdy weszli do domu od razu na nich naskoczyłam.
- Gdzie wy byliście?
- Chodziliśmy po mieście. - powiedział obojętnie mój brat i poszedł na górę.
- Idę spać. Dobranoc. - powiedziała Elena i również podążyła na górę.
Dziwne. Harry nigdy nie lubił chodzić po mieście. A Elena od wczoraj wydawała się być obrażona na Harry'ego. Co oni kręcą? Nie wierzę że spacerowali sobie po mieście i to tak długo. Wydawali się być obrażeni na siebie. Pokłócili się? Ale o co? Co się tu dzieje? Za dużo jak na jeden dzień.


*z perspektywy Eleny*


Wstałam, umyłam się, ubrałam, zrobiłam śniadanie, jadłam.
- Dzień dobry. - do kuchni weszła radosna Gemma.
- Hej. - uśmiechnęłam się do niej.
- Jak się spało?
- Dobrze, a tobie?
- Wspaniale. - przysiadła się do mnie do stołu.
- To dobrze. - jadłam dalej.
- Co robiliście wczoraj?
- Przecież Harry Ci wczoraj powiedział.
- Kłamał.
- Nie prawda.
- Harry nie lubi chodzić po mieście. Ty byłaś na niego wkurzona. Teraz jesteście źli na siebie nawzajem.
Kurde, co miałam jej powiedzieć? Nie powiedziałabym jej prawdy.
- Nie jesteśmy na siebie źli i nie byłam wkurzona na Harry'ego.
- Dzień dobry. - do kuchni wszedł zaspany pan Styles.
- Hej. - powiedziała Gemma, ja się nie odezwałam.
Chłopak wyciągnął coś z lodówki i dosiadł się do nas. Nie rozmawialiśmy, nie patrzeliśmy się na siebie. Nawzajem udawaliśmy że nas tu nie ma. Gemma się na nas dziwnie patrzyła.
- Wy coś kręcicie. - powiedziała.
- Nic nie kręcimy. Już Ci to tłumaczyłam.
- Gdzie wczoraj byliście?
- Jezu, Gemma. Byliśmy na mieście. Tak ciężko to zrozumieć? - wkurzył się Harry i wstał. Poszedł do salonu oglądać telewizje. Ja wciąż dojadałam śniadanie.
Gemma była bardzo zdziwiona reakcją Harry'ego.
- Widzisz? Mówiłam Ci że byliśmy w mieście.
- Dobra, dobra. I tak wam nie wierzę.
- Nie musisz. - poklepałam ją po ramieniu wstając od stołu.
Boże, jaka ona jest upierdliwa. Jest bardzo miła i zabawna ale strasznie wkurzająca.


***


Siedziałam w pokoju i czytałam jakieś czasopisma. Strasznie nudne. Nagle ktoś zapukał.
- Proszę!
- Hej, siostra.
- Cześć.
- Chodź na spacer.
- Ok.
Zazwyczaj jak Tom chciał iść ze mną na spacer coś się musiało stać. Byłam ciekawa o co chodzi teraz.

- Co się stało? - usiedliśmy na ławce w parku niedaleko naszego domu.
- Obiecaj że się nie wkurzysz i będziesz rozmawiać ze mną normalnie, ok? - oho, już się boje.
- Ok.
- Gdzie byłaś wczoraj z Harry'm? - nie ja nie wytrzymam z tymi ludźmi!
- Chodziliśmy po mieście.
- Gemmie powiedzieliście to samo.
- Bo tak było!
- To czemu wpadliście wczoraj do domu jak poparzeni i nie chcieliście z nikim gadać?
- Normalnie weszliśmy. Byliśmy zmęczeni. Cały czas chodziliśmy.
- Samochodem?
- Co?
- Odjechaliście samochodem. Gdy Gemma wyszła z galerii auta tam już nie było.
- To ona kazała Ci ze mną rozmawiać, prawda?
- Tak ale sam też chciałbym wiedzieć co robiliście.
- Już wam mówiliśmy. Chodziliśmy po mieście. Odwieźliśmy samochód na parking. Byliśmy zmęczeni dlatego poszliśmy od razu na górę. Chcesz jeszcze coś wiedzieć?
- Nie.
- Świetnie. - zaczęłam iść w stronę domu.
- Czekaj!
- Co?
- Pokłóciliście się?
- Nie.
- Jesteście na siebie obrażeni.
- Nie jesteśmy. - poszłam. Zostawiłam go tam. Nie miałam zamiaru z nikim gadać.
Wszyscy się niepotrzebnie czepiali. O co im chodziło? Nie zdziwię się jak tata i Anne też mnie będą wypytywać gdzie byliśmy i co robiliśmy. Na prawdę nie rozumie ludzi.
Czasami wkładam słuchawki do uszu i idę na spacer. Przyglądam się ludziom. Patrzę się jak oni żyją. Często widzę zerwania, zaręczyny, kłótnie, wybaczenie, radość, smutek... Wypatruję czasami pustych ludzi. Nie chodzi mi o to że są głupi, nie. Chodzi mi o to że mają beznadziejne życie, puste, bez emocji, bez uczuć... Są ludzie radośni, poważni, smutni, zwariowani, źli, dobrzy, chorzy psychicznie i fizycznie... Są też mieszanki. Choleryk, melancholik, sangwinik, flegmatyk... Jeśli dobrze się popatrzysz zobaczysz kto jest kim. Nie ma ludzi bez ani jednej z tych cech charakteru. Nie ma ludzi bezdusznych. Nie ma ludzi z sercem z kamienia lub złota. Każdy człowiek ma takie samo serce. Są ludzie mili i nie mili. Ale nie można ich oceniać po pozorach. "Nie oceniaj książkę po okładce."
Ja Harry'ego poznałam bardzo dobrze i mogę go ocenić. Jaki jest? Egoistyczny, wredny, zadufany w sobie ale troszczy się o innych jeżeli na prawdę mu zależy. Nie jest najgorszy ale również nie jest najlepszy. On po prostu się gubi. Gubi się w życiu codziennym. Jest inny.



***


Weszłam do domu. Panował tam chaos. Tata kłócił się z Anne, Harry kłócił się z Zayn'em a Gemma próbowała wszystkich uspokoić. Czekaj! Wróć. Harry kłócił się z Zayn'em. Z Zayn'em? Co on tu robił?
- Co się tu dzieje? - zapytał mnie Tom, który ni stąd, ni zowąd pojawił się obok mnie.
- Nie wiem. Dopiero wróciłam.
Rodzice kłócili się w kuchni a chłopacy w Salonie. Gemma chodziła wte i wewte próbując uspokoić całą czwórkę.
Weszłam na schody.
- Ej! Ludzie! Aaaaaaaaaaaaaaaa!!! - krzyknęłam jak głupia. Nagle w domu zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Wszyscy wyszli na korytarz. Gapili się na mnie jak na idiotkę, która wyszła z psychiatryka.
- Co tu się dzieje?! - zapytałam wkurzona. Nikt mi nie odpowiedział.
- Może by mi ktoś łaskawie odpowiedział?! -  cisza. - Świetnie. Nie chcecie to nie mówcie.
Odwróciłam się i chciałam iść do pokoju.
- Przepraszam. - powiedzieli WSZYSCY w tym samym czasie. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem ale wiedziałam że to nie odpowiedni moment. Chyba każdy chciał się zaśmiać. Odwróciłam się z powrotem w ich stronę.
- Później pogadam z każdym z was osobno. Z każdym! - powtórzyłam żeby to było jasne dla wszystkich.
Każdy poszedł w swoje strony.
- Mogę wejść? - ktoś zapukał.
- Jasne. - z zza drzwi wyłonił się Zayn.
- Hej. - powiedział uśmiechając się.
- Cześć. - usiadł obok mnie na łóżku. - Powiesz mi o co kłóciłeś się z Harry'm?
- To jest nie ważne.
- Dla mnie bardzo ważne.
- Nie.
- Ok, jak ty mi nie powiesz to Harry to zrobi.
- Dobra. O ciebie.
- O mnie?
- Tak. - przesłyszałam się. Na pewno.
- Jak o mnie? Nie musisz się z nikim kłócić. Jestem z tobą i jest dobrze.
- Nie jest dobrze.
- Słucham?
- Gdzie byłaś wczoraj z Harry'm.
- Przepraszam? - co ich to wszystkich obchodziło gdzie i z kim ja jestem?
- Nie było was pół dnia. Nikt was nigdzie nie widział. Gdzie byliście i co robiliście?
- Co was to wszystkich obchodzi? Nie macie swoich własnych żyć że wtrącacie się w moje? Na prawdę nie rozumiecie tego że ja też mam życie prywatne jak każdy inny człowiek? Zayn przepraszam ale ja tak dłużej nie mogę. To koniec. Przepraszam.
Wybiegłam z pokoju. Nie miałam ochoty już z nikim gadać. Nie teraz.
- Elena! - usłyszałam jak woła mnie tata.
- Tak? - weszłam do salonu. Siedzieli tam wszyscy oprócz mnie i Zayn'a.
- Do widzenia. - Zayn wyszedł z domu.
- Usiądź, musimy wam powiedzieć coś ważnego. - powiedziała Anne.
Usiadłam obok reszty mojego "rodzeństwa" naprzeciwko "rodzicom".
- Więc, my się wyprowadzamy do Holmes Chapel. Chcemy wszystko przemyśleć i poukładać w głowach.
- My to kto? - zapytałam.
- Ja i Anne. - odpowiedział tata.
- Gemma, ty jutro wracasz do Manchester, tak? - zapytała Anne.
- Tak.
- A Tom, ty też podobno gdzieś jedziesz?
- Nie, nigdzie nie jadę. - jaka ulga. - Wyprowadzam się. - CO?! - Do Stanów. - nie no to robi się już śmieszne.
- No a my? - zapytałam patrząc przelotnie na Harry'ego.
- Wy tu zostajecie. Jesteście pełnoletni, możecie zamieszkać sami. - płakać mi się zachciało.
Ja i Harry. Sami. W jednym domu. Nie wiadomo na jak długo. Ja i on. Mogę już umierać?
- Oczywiście będziemy was wszystkich dofinansowywać. O to się nie martwcie. - powiedział tata.
- Po prostu każdy z nas musi odpocząć. - dodała Anne. - Myślę że takie rozwiązanie będzie najlepsze.
Świetnie! Zerwałam z chłopakiem, który od początku powinien być tylko przyjacielem. Wszyscy się wyprowadzają. A ja zostaję sama z kimś, kto jest moim przyszywanym "bratem" a traktuje mnie jak swoją własność. I to jest to najlepsze rozwiązanie? Na prawdę? To jest jakiś żart! Gdzie ukryta kamera?




_____________________________________________________________________________


Mam nadzieję że nie zanudziłam was tym rozdziałem?
Napiszcie co sądzicie o zaistniałej sytuacji?
Napiszcie też co myślicie co stanie się z Harry'm i Eleną?

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:

Jesli chcecie skontaktować się ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com




CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Dziękuję ♥

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 4

- Tom powinien niedługo przyjechać. Opiekujcie się nią. Proszę.
- Oczywiście. Nic jej się nie stanie.
- Mam nadzieję że wam też. Dziękuję.
- Nie ma za co. Do widzenia.
Usłyszałam tą rozmowę gdy schodziłam na dół.
- Oo, wstałaś już. Jesteś głodna? - zapytał Harry gdy byłam już na dole.
- Kim masz się opiekować?
- Tobą.
- Mną? Dlaczego niby?
- Wyprowadzają się na jakiś czas.
- Kto?
- Nasi rodzice.
- Co? Gdzie? Dlaczego?
- Chcą pobyć sami, wiesz...
- Czyli zostaliśmy my i Tom. Będziemy mieszkać sami dopóki nie wrócą?
- Tak. Głodna?
- Tak, jasne...
Świetnie. Znowu zostaję sama z Harry'm. Chcę żeby Tom już wrócił!



***


- To co dzisiaj robimy? - zapytał mnie Harry gdy oglądaliśmy telewizję.
- Nic.
- Ubierz się.
- Jestem ubrana.
- Jesteś w piżamie. Chcesz tak wyjść?
- Gdzie ty chcesz iść?
- Z chłopakami do kina.
- To idź. Ja nie chcę.
- Nie możesz tu zostać sama.
- Mogę.
- Proszę, chodź. - zrobił minę jak ten kot ze Shrek'a.
- Dobra, haha. Poczekaj  chwilę.
Szybko się ubrałam zeszłam na dół.

- Wiesz, nie ogarniam Cię. - powiedział Harry gdy byliśmy już w drodze.
- Dlaczego?
- Nie jestem dziewczyną i nie znam się na ciuchach ale zauważyłem że cały czas ubierasz się inaczej.
- To dlatego że noszę to, co mi się podoba. Nie ograniczam się do jednego stylu. To źle?
- Nie.
- Mhm...



***


Siedzieliśmy już w sali i czekaliśmy aż zacznie się film. Ja siedziałam między Harry'm a Zayn'em. Niall siedział obok Harry'ego, Louis obok Niall'a a Liam po dugiej stronie Zayn'a.
Niall i Louis cały czas się wygłupiali przez co inny oglądający często zwracali im uwagę. Liam był tak zafascynowany filmem że wydawał się być nieobecny. Jak zahipnotyzowany. Ja rozmawiałam z Zayn'em bo film był bardzo monotonny. Co robił Harry? Cały czas łapał moją rękę, szturchał mnie... Krótko mówiąc denerwował.
Zrozumiałam dzisiaj że do kina można iść tylko z Zayn'em. Nie wygłupia się, nie hipnotyzuje się filmem, można z nim pogadać...

- Co? To już koniec? To nie mogło się tak skończyć! Czemu on umarł? Kto pisał ten scenariusz? To jest jakieś nieporozumienie! Jak można zrobić komuś taką krzywdę? Nie!!
- Liam, co się stało? - zapytałam.
- Już nic. Możemy iść. - odpowiedział i w tym momencie cała sala kinowa wybuchła śmiechem.

- To co robimy? - zapytałam chłopaków.
- Ja i Niall jesteśmy umówieni ze swoimi dziewczynami. - powiedział Lou.
- Ja idę do domu. - powiedział Liam.
- To my idziemy, pa. - powiedział Niall i cała trójka poszła w swoje strony.
- A my? - spytałam pozostałych.
Nagle zadzwonił telefon Harry'ego. Odszedł parę metrów od nas i rozmawiał przez telefon.
- Masz coś w planach? - zapytał mnie Zayn.
- Nie, a ty?
- Też nie.
- Ja muszę iść. Elena, widzimy się w domu. Cześć, Zayn.
- Na razie. No to zostaliśmy sami.
- Mhm.
- Może spacer?
- No, może być.

Spacerowaliśmy z Zayn'em chyba trzy godziny. Opowiadał trochę o sobie. Jest bardzo interesującą osobą. Fajnie się z nim rozmawia. Myślę, że moglibyśmy się przyjaźnić.
- Skąd się znacie z Harry'm? - zapytał mnie nagle.
- Emm, wpadłam niechcący na ulicy na niego.
- Jesteście razem?
- Nie, no coś ty. Nasi rodzice są razem.
- Co ty gadasz? Wasi rodzice są razem?
- Tak.
- Czyli jesteście tak jakby rodzeństwem?
- No, tak jakby.
- To czemu się wtedy pocałowaliście?
- Emm, nie wiem. Tak jakoś wyszło...
- Nie chcesz o tym gadać?
- Nie za bardzo.
- Ok. Masz chłopaka?
- Nie, ty?
- Też nie mam chłopaka. - zaśmialiśmy się.
- Chodziło mi o to czy masz dziewczynę.
- Wiem. Nie mam.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę. Po jakimś czasie Zayn postanowił odprowadzić mnie do domu.
- To do zobaczenia. - powiedziałam i chciałam już wejść do domu.
- Poczekaj. - złapał mnie w talii, przyciągnął do siebie i pocałował.
Wyrwałam się i podbiegłam do drzwi.
- Do zobaczenia. - powiedział Zayn.
Ja się tylko uśmiechnęłam i weszłam do domu zamykając drzwi.
- Wróciłam. - ściągałam właśnie buty i kurtkę.
- Gdzie byłaś tak długo? Czekam już trzy godziny. Wiesz, że ja jestem za ciebie odpowiedzialny.
- Przepraszam tatusiu. - przekręciłam oczami. - Byłam z Zayn'em i jak widzisz nic mi się nie stało.
- Co robiliście?
- Nie wiedziałam że jesteś z FBI. Idę się przebrać. - chłopak zagrodził mi przejście. - Harry, przepuść mnie.
Miał dziwną minę. Jakby się denerwował. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Harry, proszę.
Odpuścił. Usiadł na kanapie w salonie i oglądał telewizję. Gdy przechodziłam obok salonu odruchowo spojrzałam na Harry'ego. Był odwrócony do mnie tyłem.

Wzięłam prysznic i ubrałam się. Postanowiłam porozmawiać z Harry'm. Chciałam wiedzieć dlaczego jest taki zdenerwowany.
Harry siedział na dole w kuchni i coś jadł. Usiadłam na przeciwko jego.
- Smacznego. - powiedziałam. Harry tylko na mnie spojrzał i jadł dalej.
- Jesteś zdenerwowany? - i znowu się na mnie popatrzył. Miał tą zdenerwowaną minę, cały czas.
- Dlaczego? - próbowałam dalej.
- Nie wiesz? Ciekawe... - odniósł talerz i poszedł do swojego pokoju.
O co mu chodziło? Nie miałam zielonego pojęcia o czym on mówił.
Po zjedzeniu kolacji znowu chciałam spróbować z nim porozmawiać.
- Mogę wejść? - zapukałam do jego pokoju. Nie odezwał się. zapukałam jeszcze raz. Nic.
Powoli otworzyłam drzwi. Weszłam po cichutku do środka. Harry leżał na łóżku odwrócony do mnie plecami.
- Harry? - obeszłam łóżko i stanęłam przed nim. Miał zamknięte oczy. - Śpisz?
Usiadłam na krześle, które stało obok łóżka. Patrzyłam się przez krótką chwilę na śpiącego, tak myślę, chłopaka.
- Dlaczego to zrobiłaś? - odezwał się nagle Harry.
- Ale co? - zapytałam.
- Dlaczego pocałowałaś Zayn'a?
- To on pocałował mnie.
- Dlaczego oddałaś pocałunek? - Harry otworzył oczy.
- Nie mogłam?
- Dlaczego to zrobiłaś? - usiadł.
- Co Cię to w ogóle obchodzi?
- Dużo.
Zdenerwowałam się. Wstałam.
- Będę całować kogo będę chciała. Ty masz mi nic do powiedzenia! - podeszłam do drzwi. Otworzyłam je.
- Poza tym, rodzeństwo się nie całuje! - wyszłam.



*z perspektywy Harry'ego*



- Będę całować kogo będę chciała. Ty masz mi nic do powiedzenia! - miała rację, nie mogłem nią rządzić. - Poza tym, rodzeństwo się nie całuje! - wyszła.
Zostałem sam. Znowu. Czasami się zastanawiam jakby to było gdyby Elena na mnie nie wpadła na ulicy, gdybym nie przywiózł jej pizzy, gdybym nie został wtedy napadnięty i pobity... Chciałbym wiedzieć jakbyśmy się teraz zachowywali wobec siebie gdybyśmy zostali zapoznani dopiero przez naszych rodziców. Pewnie wszystko byłoby łatwiejsze. Nie było by tych ciągłych kłótni i nieporozumień. Nie było by tych dziwnych uczuć, które kręcą się wokół nas.
Nie miałem już ochoty dalej  myśleć. Poszedłem spać.



***



Słyszałem jak zamykają się drzwi, chyba główne. Zszedłem na dół. Zobaczyłem jakiegoś kolesia. To chyba brat Eleny.
- Siema. Ty musisz być Harry?
- No, ty Tom?
- Taa... Obudziłem Cię?
- Tak.
- Elena jeszcze śpi?
- Chyba tak.
Poszedłem na górę. Gdy przechodziłem obok pokoju Eleny ona właśnie z niego wychodziła. Odruchowo stanąłem, ona też. Patrzyliśmy sobie w oczy. Po chwili ona oprzytomniała i zeszła na dół. Stałem tam jeszcze parę sekund i poszedłem się ubrać.



*z perspektywy Eleny*



Usłyszałam że ktoś rozmawia. Chciałam to sprawdzić. Zaspana wyszłam z łóżka. Podeszłam do drzwi. Nacisnęłam klamkę i je otworzyłam. Wyszłam z pokoju i spotkałam jego. Stał tam w samych bokserkach. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego oczy są zielone jak nefryt. Są takie hipnotyzujące, piękne... Co ja gadam? Zamknęłam drzwi i zeszłam jak najszybciej na dół.
- Tom!
- Hej, siostra!
Skoczyłam na niego. Musiało to wyglądać przekomicznie. Jak takie dziecko, które rzuca się na górę słodyczy.
- Nigdy więcej mnie nie zostawiaj tak długo samej!
- Nie byłaś sama. Był tata, Anne i Harry... A poza tym wróciłem wcześniej niż miałem.
- Właśnie dlaczego? I dlaczego nie dzwoniłeś?
- Nie miałem zasięgu. Jake się rozchorował i musieliśmy go odwieźć do domu.
- Aha...
- A Harry?
- Co z nim?
- Rozumiecie się? Nie zrobił Ci chyba krzywdy, co?
- Co? On? Nie. To porządny chłopak. Nikomu by nie zrobił krzywdy. - przypomniałam sobie jak pobił Luke'a ale wolałam to zachować dla siebie.
- Dobrze się dogadujecie? - gdyby on tylko wiedział jak dobrze...
- Nie przepadamy za sobą ale jest ok. Tak myślę...
- Co to ma znaczyć? Nie chcę mieć dupka jako brata.
- On nie jest dupkiem.
- Skoro tak mówisz to tak jest. Moglibyśmy być dobrym rodzeństwem czy pobilibyśmy się na dzień dobry? Mam na myśli ja i Harry.
- Wy na pewno będziecie dobrym rodzeństwem.
- No ja myślę.


***


Tom i wiadomo kto oglądali telewizję i gadali ze sobą. Myślę, że oni dobrze się dogadują. Ja byłam umówiona z Zayn'em. Ubrałam się szybko.
- Wychodzę! - krzyknęłam żeby Tom mnie usłyszał.
- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Umówiłam się z Zayn'em. To znajomy Harry'ego. - gdy wymawiałam jego imię moje ciało przechodziły dreszcze. Dlaczego on tak na mnie działał? Elena, nie przejmuj się. Jeden Harry nie pokona tak wielki mur, który zbudowałam po rozstaniu z Luke'iem. Jest tak potężny że ja go nie potrafię pokonać a przecież sama go zbudowałam.
- Baw się dobrze! - zawołał Tom.
- Dzięki. Na pewno będę!
Pewnie Tom teraz każe się spowiadać Harry'emu jaki ten cały Zayn jest. Kocham go, jest najlepszym bratem jakiego kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć ale czasami przesadza z tą jego nadopiekuńczością.
Wyszłam.

- Cześć, fajnie wyglądasz. - uśmiechnął się co ja mu odwzajemniłam.
- Hej, dzięki. - pocałował mnie w policzek. - To co robimy?
- A na co masz ochotę?
- No nie wiem. Ty coś wymyśl.
- Może spacer a potem pójdziemy coś zjeść?
- Ok. - uśmiechnęliśmy się.
Zayn złapał moją rękę i splątał nasze palce razem. Przyciągnął mnie lekko do siebie. Szliśmy tak dość długo.
Po spacerze poszliśmy do jakiejś pizzerii i zamówiliśmy co innego jak nie pizze? Rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Na prawdę dobrze spędzałam czas z Zayn'em. Był miłym chłopakiem. Po zjedzeniu mulat postanowił mnie odprowadzić do domu.

Byliśmy już w drodzę do mojego domu. Zayn się nagle zatrzymał. Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Na prawdę miło mi się spędza z tobą czas. - powiedział.
- Wzajemnie. - uśmiechnęliśmy się.
- Elena, wiem że znamy się bardzo krótki czas ale...
- Ale co? - domyślałam się co.
- Zostaniesz moją dziewczyną? - dobra, tego to się nie spodziewałam. Myślałam że mi powie że mnie lubi itp. ale czy zostanę jego dziewczyną? Nie jestem chyba gotowa. Lubię go, bardzo ale nie jestem pewna.
- Tak.
- Tak? - zapytał zdziwiony na co ja się uśmiechnęłam.
- Tak. - przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i pocałował. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Chciałam tego. Ale czy ja go kocham? Może go po prostu bardzo lubię? A może go kocham? Nie potrafię określić moich uczuć do niego.
Przytulił mnie mocno.

Staliśmy już przed moim domem. Zayn znowu wszystko powtórzył. Objął mnie, pocałował, przytulił...

- Wróciłam. - zawołałam.
Weszłam do salonu, potem kuchni ale nikogo tam nie było. Usłyszałam z jadalni jakieś głosy. Weszłam do niej i doznałam szoku. Pozytywnego szoku.
Było tam tylu ludzi. Tata, Anne, Tom, domyślam się że Gemma, ciocia Jennifer, babcia, dziadek, domyślam się że rodzice Anne i... Harry. Wszyscy się na mnie rzucili. Najpierw ciocia Jenny. Jest bliźniaczką mamy. Nie były podobne tylko z wyglądu ale z charakteru również. Odkąd mama nie żyje często spotykam się z ciocią ale ostatnio widziałam ją pół roku temu. Wyjechała do Hiszpanii i tam układa sobie życie. Cieszę się że jest szczęśliwa.
Babcia i dziadek jak to dziadkowie. Zawsze tulą i całują swoich wnuków tak stało się i teraz.
Poznałam też dziadków Gemmy i jej brata i oczywiście Gemmę. Wydaje się być trochę szalona ale miła.
Poszłam się przebrać jakoś ładniej niż byłam bo wszyscy byli że tak powiem "na galowo".
Zeszłam na dół. Na moje nieszczęście tylko obok lub naprzeciwko Harry'ego było wolne miejsce. Usiadłam naprzeciwko niego czym siedziałam obok Gemmy. Wszyscy rozmawiali ze wszystkimi. Oprócz dwóch osób. Byłam to ja i Harry. Nie rozmawialiśmy z nikim. Czasami Gemma mnie zagadywała. On co chwilę się na mnie patrzył. Odruchowo spojrzałam na niego. Patrzeliśmy sobie w oczy. Nic nie mówiliśmy. Odwróciłam wzrok. On po chwili zrobił to samo.
- Czemu nie rozmawiacie? - zapytała Anne. Wiedziałam że mówiła do mnie i Harry'ego. Podniosłam wzrok i zobaczyłam że wszyscy, na prawdę wszyscy się na nas patrzyli. Raz na niego, raz na mnie. To było irytujące. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Miałam nadzieję że chłopak siedzący przede mną coś wymyśli.
- Elena jest myślami całkiem gdzie indziej. - co? Zmieniłam zdanie. Nie chciałam żeby Harry coś wymyślił ale było już za późno.
- Czy to znaczy że poznałaś jakiegoś fajnego chłopaka? - wypaliła nagle Gemma. - No opowiadaj jaki on jest? Jak ma na imię? Ładny?
Harry wiedział że Gemma wypali z jakimś takim tekstem i wiedział też że nie będzie mi to odpowiadało.
- No, poopowiadaj trochę o nim. Jaki on jest? - powiedział Harry i uśmiechnął się wrednie.
- Przepraszam. - wstałam od stołu i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Czułam jak pojedyncze łzy zamieniły się w wodospad. Dlaczego to się tak dzieje? Widzę że chce wojny to ją dostanie.
Dzisiaj wygrał on ale gra się dopiero zaczęła. Będzie ciekawie.




________________________________________________________________________


Dzisiaj jest trochę krótszy rozdział od pozostałych. Mam nadzieję że się podoba. :)

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:

Jeśli chcecie się skontaktować ze mną prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com





CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Dziękuję ♥

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 3 część II

- Kto to jest? - zapytał mnie Harry.
Stanął obok mnie i również gapił się w jego stronę.
- To jest... mój były chłopak.
- Co on tutaj robi?
- Nie wiem.
Luke zaczął iść w naszą stronę. Harry objął mnie w talii i przyciągnął bliżej siebie.
- Widzę że znalazłaś sobie nowego kochasia. - powiedział wrednie się uśmiechając.
- On nie jest moim chłopakiem, Luke.
- On Cię tak podnieca że robisz się cała mokra i chodzisz w jego ciuchach?
- Nie powinno Cię to interesować dlaczego chodzę w jego ciuchach..
Luke się zaśmiał. Harry cały czas się nie odzywał tylko stał i słuchał o czym rozmawiamy.
- Robiliście to już czy właśnie chcieliście to zrobić?
- Przestań! - wykrzyknęłam.
- Co przestań? Ja nic nie robię. - znowu się zaśmiał pod nosem. - A ty? Wyruchałeś ją już czy jeszcze się nie bzykaliście? - zwrócił się do Harry'ego.
Harry nie wytrzymał. Puścił mnie, podszedł do Luke'a i uderzył go w twarz tak, że ten wylądował na ziemi. Uklęknął koło niego i zaczął go gwałtownie bić. Podbiegłam do nich i pociągnęłam Harry'ego za ramię.
- Harry, przestań!
Nie przestawał. Uderzał go w twarz, bił w brzuch...
- Harry, przestań! Nie warto.
Wciąż nie przestawał.
- Harry, zrób to dla mnie. Proszę, przestań. Boję się.
Odpuścił. Wstał i stanął przede mną. Patrzył mi się przez chwilę prosto w oczy.
- Nie bój się. Przepraszam. - powiedział i mnie mocno przytulił.
W tym samym czasie Luke jakimś cudem zdołał wstać. Przewracał się na boki jakby był pijany.
- Jesteście siebie wart. A ty suko, jeszcze tego pożałujesz! - powiedział i odszedł.
Harry cały czas trzymał mnie blisko siebie. Czekaliśmy aż zniknie nam z pola widzenia i weszliśmy do domu.
- Czego on chciał? - powiedział ze złością.
- Nie wiem. Nie widziałam go od pół roku.
- Nie boisz się już?
- Nie.
- Przepraszam. Nie chciałem Cię wystraszyć.
- Jest w porządku. Idę się przebrać.

Było już późno więc postanowiłam że od razu ubiorę piżamę.
Umyłam się i zeszłam na dół do salonu ale Harry'ego tam już nie było. Szukałam go wszędzie. Myślałam że wyszedł ale jego buty i marynarka były. Postanowiłam że pójdę już spać. Na pewno się gdzieś schował.
Poszłam do mojego pokoju i co zobaczyłam? Harry'ego! Spał sobie w moim łóżku. Chciałam wyjść i iść spać do pokoju gościnnego.
- Gdzie idziesz? - powiedział Harry.
Odwróciłam się i zobaczyłam to.
- Spać.
- Czemu nie w swoim łóżku?
- Bo jest zajęte...
- Masz łóżko dwuosobowe a nawet większe...
- No i?
- Chodź.
- Dobranoc. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Nagle Harry złapał mnie za rękę i odwrócił w jego stronę. Jak on tak szybko wstał i tutaj poszedł?
- Chodź. - powiedział i pociągnął mnie w stronę mojego łóżka. Zapomniałam powiedzieć że był w samych bokserkach!
Położyliśmy się twarzami do siebie. Patrzeliśmy się tak na siebie przez jakiś czas. Potem zamknęłam oczy i chciałam zasnąć.
- Jesteś słodka kiedy śpisz.
Otworzyłam oczy i popatrzyłam się na Harry'ego. On się tylko uśmiechał.
- Dzięki. - powiedziałam i znowu zamknęłam oczy.
- Nie mogę w to uwierzyć że nasi rodzice się spotykają. Jak wezmą ślub to będziemy rodzeństwem.
- Myślisz że się pobiorą? - zapytałam go.
- Nie wiem. A ty?
- Chyba tak. Lubią się.
- Masz jakieś rodzeństwo?
- Tak, brata.
- Starszy czy młodszy?
- Starszy o rok.
- Ja mam siostrę. Jest starsza ode mnie o dwa lata. Ma na imię Gemma (czyt. Dżemma).
- Mój brat ma na imię Tom.
- Thomas?
- Nie, po prostu Tom.
- Dlaczego nie Thomas?
- Nie wiem. Zapytaj się mojego taty.
- Jak się pobiorą to im współczuję.
- Dlaczego?
- Czwórka bachorów do wychowania...
- Przepraszam? Bachorów? Tom ma dziewiętnaście lat a ja osiemnaście. A ty i Gemma ile macie?
- Ja mam dziewiętnaście a Gemma dwadzieścia jeden lat. Ok, może nie jesteśmy bachorami ale i tak im będzie ciężko z czwórką dorosłych dzieci.
- Może trochę...
- Nie chcę żeby się pobierali.
- Co? Dlaczego?
- Będziemy wtedy rodzeństwem.
- To źle?
- Nie chcę być twoim bratem.
- Dzięki. Miło mi to słyszeć... - odwróciłam się plecami do Harry'ego.
- Nie o to mi chodziło.
- Nie? To o co? - teraz leżałam na plecach, głową skierowana w jego stronę.
- Nie wiem jak Ci to powiedzieć...
- To pomyśl.
Harry pochylił się nade mną. Patrzeliśmy sobie w oczy przez kilka sekund i nagle mnie pocałował. Całował mnie delikatnie ale z czasem bardziej dziko i namiętniej. Zaczął całować moją szyję.
- Harry. - powiedziałam cicho.
On dalej całował moją szyję wchodząc coraz wyżej, znów spotykając moje usta. Odepchnęłam go od siebie.
- Harry, co ty do cholery robisz? Zwariowałeś? Będziemy prawdopodobnie rodzeństwem!
- Nie wiadomo.
Odwróciłam się plecami do niego. On objął mnie w talii i tak zasnęliśmy.


***


Obudziły mnie głosy dochodzące z kuchni. Harry'ego już nie było obok mnie.
Zeszłam na dół przecierając oczy.
- Hej. - powiedziałam wchodząc do kuchni.
- Dzień dobry. - powiedzieli chórem Harry, jego mama i mój tata.
Czekaj, co? Co oni tu robili? Przecież mieli być u tej koleżanki Anne.
- Co wy tu robicie? Miało was nie być.
- Tak ale wróciliśmy w nocy bo się źle czułam. - powiedziała Anne.
- Lepiej się już czujesz? - zapytałam.
- Tak. Nie martw się.
Nie martw się? Martwię się! Martwię się o to czy nasi rodzice widzieli jak razem spaliśmy. Mam nadzieję że nie!
Harry znowu robił naleśniki, ja poszłam się przebrać a tata i Anne siedzieli w salonie i rozmawiali o czymś.


***


Jedliśmy śniadanie w milczeniu. Anne i tata co chwilę patrzyli się na siebie potem na nas i tak w kółko. Harry bez przerwy się na mnie gapił. To było irytujące. Nie zwracałam na to większej uwagi. Byłam skupiona na jedzeniu.
- Słyszałem że miałaś dzisiaj koszmary. - odezwał się mój ojciec.
- Ja? - nie wiedziałam o co mu chodzi. Przecież dzisiaj nie miałam żadnych koszmarów.
- Tak ty. Gdy weszliśmy do twojego pokoju dzisiaj w nocy zobaczyliśmy was razem. Harry powiedział że miałaś koszmar.
Tak, teraz już wszystko wiem. Miałam takie przeczucie że nas widzieli. Dzięki bogu Harry powiedział że miałam koszmary. Tom też zawsze ze mną śpi gdy je mam.
- Aaa, no tak. Zapomniałam o nich. - uśmiechnęłam się.
- Co Ci się śniło? - zapytał znowu.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Dziękuję. - powiedziałam i wstałam. Zabrałam swój talerz i włożyłam go do zmywarki. Poszłam do swojego pokoju aby się położyć.
Leżałam tak długo, aż zasnęłam.


"- Powiedz mi, kochanie, kto jest twoim królem?
Ja nic nie powiedziałam. Tylko tam siedziałam i czekałam aż to zrobi.
- Zapytałem Ciebie o coś. Odpowiedz mi!
Dalej nic nie mówiłam. Nawet się nie ruszałam.
- Zapytałem, kto jest twoim królem?
-T...ty, panie.
- Miło mi to słyszeć. A teraz przepraszam Cię ale muszę się Ciebie pozbyć...
- Zostaw ją!
Nagle pojawił się on.
- Nie podchodź bliżej bo ją zabije!
Przyłożył mi broń do głowy. Bałam się. Strasznie się bałam. Zaczęłam się pocić. Nagle zrobiło mi się tak gorąco. Bałam się.
- Powiedziałem nie podchodź!
Nie słuchał się. Podchodził do nas coraz bliżej wyciągając coś z tylnej kieszeni spodni.
- Jeszcze jeden krok i ją zabiję!
Podchodził jeszcze bliżej. Wyciągnął rękę z tą rzeczą przed siebie.
Usłyszałam tylko jeden głośny strzał. Nie czułam broni przy mojej głowie. Popatrzyłam się do tyłu a on tam leżał.
Tajemniczy bohater zaczął odwiązywać mnie od krzesła. Chwycił moją rękę i pobiegł do..."


Podskoczyłam na łóżku. Myślałam że dostanę zawału serca.
- Przepraszam. - powiedział Harry i zaczął zbierać kawałki rozbitego kubka z ziemi. - Zrobiłem Ci herbatę bo chyba masz gorączkę. Zrobię nową.
- Nie mam gorączki.
- Ale jesteś cała rozpalona.
- Nie ważne.
- Miałaś koszmar?
- Tak ale to jest nie ważne.
- Co Ci się śniło?
- Nic.
- Podobno rozmowa pomaga...
- Nie w tym przypadku.
Wstałam z łóżka i podeszłam do półki po papier. Przyklęknęłam przy rozbitym kubku i zaczęłam wycierać rozlaną herbatę.
- Pod umywalką w kuchni powinny być śmiatka i łopatka. Możesz po nie zajść? - zapytałam Harry'ego.
- Jasne. - powiedział zbierając kawałki naczynia, które ułożył w kupkę. Wyszedł z pokoju z garścią pełną mojego ulubionego kubka.

Posprzątaliśmy dość szybko. Nasi rodzice pojechali gdzieś do miasta. Świetnie, znowu zostaliśmy sami...
Postanowiłam że zadzwonię do Olivii, mojej kuzynki.
- Halo?
- Cześć, Olivia.
- Oo, cześć Ellie. Co tam u Ciebie?
- Nie za dobrze.
- Dlaczego? Coś się stało?
- Tak znaczy nie. - westchnęłam - Tak...
- No to opowiadaj bo się martwię!
- Poczekaj chwileczkę. Zaraz do Ciebie zadzwonię. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Szłam w stronę drzwi wyjściowych, chcąc na zewnątrz porozmawiać z kuzynką. Nie chciałam żeby Harry słyszał naszą rozmowę.
- Gdzie idziesz? - powiedział Harry wychodząc z salonu.
- Przed dom. - otworzyłam drzwi.
- Po co? - dopytywał się.
- Porozmawiać z kuzynką bo ma problemy. - wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
Jeszcze raz zadzwoniłam do Olivii i wytłumaczyłam jej wszystko. Jak się zaczęła moja przygoda z Harry'm.
- Elena, on Cię kocha! - wykrzyczała cała podekscytowana Olivia do słuchawki.
- Nie prawda.
- Jestem pewna że Cię kocha!
- Masz na myśli jak siostrę? Tak, masz rację. Kocha mnie jak siostrę.
- Siostrę się całuje?
Nic nie odpowiedziałam tylko lekko westchnęłam.
- No właśnie. Widzisz? Zakochał się w tobie.
- Nie, to nieprawda! Wymyślasz sobie głupoty i próbujesz mi je wmówić ale Ci się nie uda!
- Elena, otwórz oczy! Przypomnij sobie jeszcze raz co się wydarzyło między tobą a Harry'm. Przemyśl to i daj mi rację bo ją mam.
- Nie, nie masz! Chciałabym go nigdy nie poznać. Może moje życie byłoby wtedy lepsze? Nie mam ochoty rozmawiać, pa. - rozłączyłam się i zaczęłam płakać.
Wbiegłam do domu ignorując Harry'ego.
- Elena, zaczekaj!
Rzuciłam się na moje łóżko i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Harry pobiegł za mną. Uklęknął przede mną.
- Elena, przepraszam. Przepraszam że mnie poznałaś. Przepraszam że tutaj jestem. Przepraszam że zepsułem Ci życie. Przepraszam. Nie chciałem. - powiedział i wyszedł.
Słyszał? Podsłuchiwał jak rozmawiałam przez telefon? Ja nie chciałam. Nie chciałam tego powiedzieć. Dlaczego to zrobiłam? Nie chciałam...
Popłakałam jeszcze trochę i postanowiłam porozmawiać z Harry'm. Zeszłam na dół. Nie było go tam. Zauważyłam że nie ma jego butów. Na pewno wyszedł. Boże, co ja zrobiłam?
Wybiegłam z domu. Chciałam go poszukać i przeprosić.

U niego w domu go nie było. Szukałam wszędzie. Nie miałam już pomysłów gdzie by mógł być.
Byłam w krótkim rękawku a było na prawdę zimno. Czułam że zaraz będzie padał deszcz jak to w Londynie ale nie chciałam przestać go szukać. Pomyślałam że może już wrócił. Chciałam iść do domu. Nagle zaczęło padać. Zaczęłam iść szybkim krokiem. Padało coraz mocniej.
Jakiś samochód zatrzymał się obok mnie. Ktoś otworzył drzwi.
- Wsiadaj. - powiedział chłopak z czarnymi włosami.
Nie chciałam. Przecież go nie znałam.
- Nie bój się. Nic Ci nie zrobię. Wsiadaj.
Poddałam się. Wsiadłam. Wydawał się na miłego chłopaka.
- Jestem Zayn. - powiedział mulat.
- Elena.
- Fajne imię.
- Dzięki. Twoje też.
Po jakichś dziesięciu minutach byliśmy już na miejscu. Tylko nie wiem co to za miejsce.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytałam Zayn'a.
- To jest nasz dom. Często się tu spotykamy.
- Kto to jest my?
- Ja i moi znajomi. Zaraz ich poznasz.
- Nie chcę. Możesz mnie odwieźć do domu, proszę?
- Jak przestanie padać. Chodź, wysuszysz się.
Zayn wysiadł z auta. Po chwili myślenia zrobiłam to samo.

Zayn otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Gdy weszłam wszyscy się na mnie dziwnie gapili. Było tam trzech chłopaków.
- Chłopaki, to jest Elena. - powiedział mulat wchodząc do środka.
- Hej. - powiedziałam cicho. Nagle podszedł do mnie jeden z chłopaków.
- Cześć, jestem Liam a to są Niall i Louis. Miło mi Cię poznać.
- Hej. - powiedzieli Niall i Louis chórkiem.
- Chcesz się czegoś napić albo coś zjeść? Zrobię Ci może herbatę, co? - kontynuował Liam.
- Nie, dziękuję.
- Usiądź. Czuj się jak u siebie w domu. - dodał i wyszedł do jakiegoś innego pomieszczenia.
- Dziękuję. - usiadłam obok Niall'a na na kanapie.

Minęło pół godziny. Deszcz padał już trochę mniej. Rozmawiałam z chłopakami o różnych rzeczach.
Zayn wyszedł do jakiegoś pomieszczenia.
- Stary, chodź do nas. Nie siedź tam sam. - zawołał i wrócił z Coca-Colą i chipsami.
Słyszałam jak ktoś szedł do nas. To pewnie jakiś znajomy tej czwórki, z którą tu siedziałam.
Gdy pojawił się w drzwiach myślałam że to jakiś żart. Gapiliśmy się na siebie przez parę sekund. Nagle wybiegł z domu. Wstałam i zaczęłam biec za nim.
- Harry! Harry czekaj! Przepraszam.
Usiadł na jakimś murku przy ich domu. Podeszłam do niego.
- Przepraszam. - pojedyncze łzy zaczęły spływać po moim policzku. - Harry, przepraszam. Nie chciałam tego powiedzieć. Po prostu się wtedy zdenerwowałam. Przepraszam.
Stałam przed nim i płakałam. On podpierał łokcie o kolana. Twarz miał schowaną w dłoniach.
- Harry, przepraszam.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Stałam tam i go przepraszałam. Nie odzywał się. Nic nie mówił.
Nagle wstał, podszedł do mnie i bez słowa mnie przytulił.
- Przepraszam. - powiedziałam jeszcze raz bardzo cicho.
Przytulił mnie jeszcze mocniej. Czułam się trochę lepiej ale wciąż okropnie. Płakałam cały czas.
- Nie płacz. - chłopak mnie puścił i otarł kciukiem łzy, które spływały po moim policzku.
- Przepraszam. - nie wiem czemu cały czas powtarzałam to słowo. Było mi przykro, bardzo przykro.
- Nie przepraszaj. Rozumiem Cię. Przepraszam. Nie będę tobie już przeszkadzać. - powiedział i zaczął iść w stronę skąd przyszliśmy.
- Harry! - zawołałam go. On natychmiast się odwrócił w moją stronę. - Pocałuj mnie. - nie wiem co mi odbiło.
Harry powoli zaczął się do mnie zbliżać. Deszcz zaczął znowu padać. Pocałował mnie. Zrobił to tak jakby miał być koniec świata. Słyszałam jak Liam, Niall, Louis i Zayn gwiżdżą, biją brawo...



***


- Gdzie wy byliście? - zapytali się nasi rodzice jednocześnie, z czego ja i Harry się zaśmialiśmy. Ciekawe kiedy wrócili.
- Na spacerze. - odpowiedział Harry.
- W taką pogodę? Tak ubrani? Nie jest wam zimno? Zrobię wam herbaty. - mama Harry'ego nie przestawała mówić a raczej gadać...
- Nie trzeba, dziękuję. - powiedziałam i poszłam na górę.
Przebrałam się z mokrych ciuchów i wysuszyłam włosy. Zeszłam na dół. Harry i mój tata oglądali telewizje w salonie. Anne robiła kolacje.
- Mam w czymś pomóc? - zapytałam wchodząc do kuchni.
- Możesz nakryć do stołu. - Anne się uśmiechnęła jak to miała w zwyczaju.

Jedliśmy w spokoju. Ja i Harry cały czas wymienialiśmy się spojrzeniami i zachowaliśmy się trochę dziwnie. Nie chcieliśmy żeby nasi rodzice coś zauważyli. Oni się na nas gapili jak na głupich...

Po zjedzeniu kolacji ja i Anne poszliśmy spać a tata i Harry oglądali telewizje.
Zasnęłam myśląc o tym co się dzisiaj wydarzyło i co się wydarzy jutro...




________________________________________________________________________



Bardzo, bardzo was przepraszam że nic tak długo nie dodawałam ale coś mi się stało z blogger'em i nie mogłam dodawać postów...
Wynagrodzę wam to jakoś. Nie wiem jak ale na pewno coś wymyślę. Może dodam jutro dwa rozdziały albo jeden bardzo długi? Nie wiem jeszcze.
Jeszcze raz bardzo przepraszam!

Jeśli macie jakieś pytania, kierujcie je tu:
http://ask.fm/askme69x

Jeśli chcecie się ze mną skontaktować prywatnie, piszcie tu:
styles.love69@gmail.com



CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Dziękuję ♥ + Przepraszam!